Duetu Catz And Dogz nikomu przedstawiać nie trzeba. Odnoszą  sukcesy za granicami naszego kraju. Ich produkcje są na światowym poziomie. Wydawali w wielu wytwórniach płytowych m.in. Trapez, Crosstown Rebels, Pokerflat, Boxer, Dirtybird czy Leena. Grają w najlepszych klubach europejskich oraz w wielu miejscach na świecie m.in. Japonii, USA, Ameryce Południowej. Udało nam się „złapać” chłopaków i  zadać kilka pytań. Zapraszamy do przeczytania wywiadu.

Podczas tegorocznych letnich festiwali mogliśmy usłyszeć Wasze nowe produkcje. Nie ukrywam, że zaskakują i brzmią one całkiem inaczej niż to, do czego przyzwyczailiście swoich słuchaczy.

Grzegorz: Właśnie na tym nam zależało. Nad najnowszym albumem pracowaliśmy przez ostatni rok. Chcieliśmy zaskoczyć słuchaczy. Pierwszy album był bardziej klubowy, a nowy postanowiliśmy wyprodukować w taki sposób, aby „zarazić” słuchaczy stylami, które nam się podobają, których słuchamy na co dzień w domu, z których czerpiemy inspiracje. Postanowiliśmy połączyć kilka styli. I tak usłyszymy na albumie dubstep, soul, deep – house i trochę rzeczy, które można zaliczyć do tanecznych. Jednak bardziej chcieliśmy by tego albumu fajnie się słuchało w domu.

Wojtek: Projekt, który mogliśmy usłyszeć podczas wakacji jest przygotowany, tylko na potrzeby festiwali. Tak więc to nie będzie tak, że co tydzień w klubach będzie można nas usłyszeć w takiej odsłonie z wokalistą.

Myślicie, że z tym albumem się przebijecie?

Grzegorz: Nie zależy nam żeby się przebić. Raczej chcieliśmy pokazać to, co nam się teraz podoba w muzyce i nie zamykać się w jednym gatunku. Wiele osób kojarzyło nas jako 3Chanels z minimalem, a my raczej nie graliśmy stricte minimalu. W naszych setach staramy się łączyć różne gatunki, pokazać że interesujemy się różną muzyką i że z różnych gatunków czerpiemy inspiracje.

Wojtek:  W tym albumie pozwoliliśmy sobie na coś nowego, ale jak ktoś przejrzy naszą dyskografię to zobaczy, że w dalszym ciągu trzymamy się w wielu projektach tego klubowego klimatu, z którego jesteśmy znani.

A Wasz studyjny album będzie w wersji cyfrowej czy też audio?

Grzegorz: Będzie w wersji cyfrowej, na winylach i na cd.  Nasza wytwórnia Universal ma dobrą dystrybucję, więc nie powinno być problemu ze zdobyciem albumu w Polsce.

Jesteście duetem. Jak u Was wygląda produkowanie muzyki? Kto jest za co odpowiedzialny?

Grzegorz: Mieszkamy w dwóch różnych miastach. Spotykamy się bardzo często w naszym studio w Berlinie. Tam razem produkujemy raczej spontanicznie, nigdy nie planujemy tego, co wyprodukujemy.

Wojtek: Bywa czasem tak jak w przypadku numeru Edit BBO, gdzie w samolocie przyszedł nam pomysł, który dokończyliśmy w studio. Zajęło, to nam godzinę. Jak się później okazało odzew był niesamowity. Nie sądziliśmy, że coś, co zrobiliśmy ot tak sobie, może się spodobać. Naszą koncepcją jest brak koncepcji.

Nie macie na koncie sukcesu komercyjnego, stacje radiowe w Polsce Was nie grają, a i tak ludzie wiedzą kim są i co robią Catz and Dogz. W czym tkwi Was sukces?

Grzegorz: Jakoś nie czujemy, że odnieśliśmy sukces.

Wiesz, nie każdy Polak może zagrać w Watergate czy Fabric.

Grzegorz: No dobrze. Za granicą osiągnęliśmy tam jakiś sukces, ale nie zależy nam na tym, nie robimy tego żeby go odnieść.

Wojtek: Na początku wyglądało to w taki sposób, że ja studiowałem, a Grzegorz pracował w Urzędzie Podatkowym i chodził do pracy na siódmą rano.

Grzegorz: Grywaliśmy razem dj sety. Wracałem w niedziele wieczorem domu a następnego dnia do pracy. Spałem tam, a panie robiły mi kawę. (śmiech)

Wojtek: Po pewnym czasie weszło nam to w krew, zaczęliśmy na tym zarabiać. A sukces, o który pytasz zawdzięczamy tylko i wyłącznie pracy.  Wiadomo, że jak gramy after w Panorama Bar albo Barze 25, to wiadome jest, że wstanę o 19, bo nie jestem w stanie zrobić tego wcześniej. Z reguły wstaje o dziesiątej, przez kilka godzin piszę maile, następnie idę uczyć się języka, uprawiam sport. To jest mój cykl życia.

Grzegorz: Wielu ludzi myśli, że produkowanie muzyki i bycie dj – em to jest tak, że idę sobie tylko do klubu i puszczam muzykę, ale ogólnie my poświęcamy temu mnóstwo czasu. W chwili obecnej jest tak dużo muzyki i producentów, że naprawdę trudno jest się wybić.

Właśnie. Dlaczego wielu to się nie udaje? W Polsce istniejecie praktycznie tylko Wy, Marcin Czubala, Margaret Dygas i Jacek Sienkiewicz. A to przecież 40 milionowy kraj.

Grzegorz: Jest kilku jeszcze. My postawiliśmy sobie za zadanie, by pomagać wszystkim, którym muzyka nam się podoba. Bardzo chcieliśmy ruszyć polski rynek i dlatego wystartowaliśmy z naszą pierwszą wytwórnią winylową Channels Records, dzięki której staraliśmy się wydawać Polaków. Było trudno, bo jeszcze kilka lat temu było mało producentów. W tej chwili to się zmieniło, mamy drugą wytwórnię  Pets Recording, ktora bardziej pasuje do naszej nazwy Catz And Dogz. W tej chwili mamy kilku naprawdę dobrych producentów, których zamierzamy wydać w przyszłym roku. I tak jak powiedziałem staramy się promować polskich producentów, zapewniać im promocję.

Wielu artystów wydaje swoje kawałki za darmo w sieci. Czy Waszym zdaniem jest to dobre czy złe?

Wojtek: To zależy wyłącznie od podejścia. Czy powinna być za darmo? To jest temat rzeka i aktualnie na topie. Wszystko dąży do takich, że ludzie starają się wybierać ekstremalne rozwiązania. Gwiazda musi być masowa, show musi być masowe. Wszyscy starają się o coś walczyć, a tak naprawdę każdy robi to co uważa. Jeśli chcesz udostępniać swoją muzykę za darmo, to ją udostępniasz. Ja natomiast twierdzę, że jeśli coś robisz i robisz to z głową, to dlaczego ludzie nie mają za to płacić.

Grzegorz: Nie jesteśmy przeciwnikami ściągania muzyki za darmo. Nawet naszej. Jeżeli kogoś nie stać, to może sobie ściągnąć. Najgorsze jest to, że jeżeli zarabiasz z tej muzyki grając i grasz nielegalne rzeczy, to wtedy jest to nie fair. Nigdy raczej nie popieraliśmy instytucji jaką jest netlabel, bo to raczej nie ma sensu. Lepiej zrobić swoją zwykłą wytwórnię. Wtedy wydaje mi się, że jeżeli inwestujesz w to jakieś pieniądze, to ma to jakiś lepszy poziom.

A wytwórnie internetowe?

Wojtek: Problemem wytwórni internetowych jest to, że nie są jakoś popularne. Swego czasu był taki trend, że każdy stwierdził: „dobra robimy wytwórnie internetowe” i w pewnym momencie było tego pełno i nagle pojawiły się problemy, że nie ma kasy na wytłoczenie winyli, nie ma kasy na wydanie i w sumie nie jest to aż tak dobre, więc damy to za darmo. Jedna taka bardzo znana wytwórnia internetowa, której bardzo długo śledziłem katalog, w pewnym momencie zaczęła  wydawać tyle rzeczy, że mnie to znudziło. Kwestia jest taka, że jeśli potrzebujesz pieniędzy żeby coś wydać, wtedy o wiele bardziej się starasz, zastanawiasz się zanim to zrobisz.

Wiele osób zachwyca się berlińską sceną klubową. Czy jest ona naprawdę aż tak zajebista jak mówią ludzie? Czym różni się od polskiej?

Wojtek: Tak, potwierdzam jest zajebista.

Grzegorz: Różni się przede wszytkim kulturą. Ona istnieje od bardzo dawna. U nas nie było kiedyś sceny disco w latach 70 – tych, nie było sceny electro w latach 80 – tych. Była taka bardziej undergrandowa. A tam było to na porządku dziennym. U nas były dyskoteki. Tam to wszystko się budowało od wielu lat. Berlin miał … jak to się nazywa, co jest pod budynkiem?

Wojtek: (śmiech)

Fundament?

Grzegorz: Tak, fundament. Berlin jest miejscem artystów, jest bardzo specyficzny, nie ma drugiego takiego miasta jak Berlin.

Wojtek: Jak przyjedziesz do Berlina, to zobaczysz, że na każdej imprezie jest procent ludzi otwartych na nowe dźwięki. To co jest popularne w Berlinie jest dwa lata później popularne w innych miastach. Świeżość muzyki, która tam jest, jest niesamowita. Berlin należy do miasta, który w tej chwili wyznacza kierunki w muzyce.

Grzegorz: Dużo ludzi gubi się w tej chwili, przez ilość gatunków, przez ilość muzyki i za bardzo nie wie, w jakim kierunku podążać. Mówi się, że muzyka się kończy, że się zaczyna, każdy ogólnie szuka siebie. I tak naprawdę jest, ze teraz każdy próbuje grać tak samo, a w Berlinie tego nie ma. Berlin jest takim unikatem.

I na sam koniec możecie dokończyć zdanie „Warto kupić nasz nowy album dlatego, że …”

Grzegorz:  Yyyy,  że jest jeden dubstepowy kawałek … (śmiech)
Wojtek:  (śmiech)

I tym akcentem zakończmy wywiad. Powodzenia.

Grzegorz, Wojtek: Dzięki.