Niby dzień jak każdy inny. A jednak całkowicie odmienny. CSG – inby zwykły obiekt po stoczniowy. A jednak całkowicie tego dnia inny. Wszystko to za sprawą festiwalu – muzycznego- który właśnie 20 sierpnia odbył się w CSG. Oczywiście mowa o ifestiwalu, pionierskim na naszym rynku imprezowym, z którego fotorelację, na łamach naszego portalu mieliście okazję już zobaczyć. Teraz nadszedł czas na relację prawdziwą.

 

Zdenerwowanie i niepewność 20 sierpnia towarzyszyła nam przez cały dzień. Jak dotąd poznaliśmy wszystkie wcześniejsze eventy,  spod patronatu Illegalbreaks, jednak to co mieliśmy zobaczyć i usłyszeć tego dnia, było czymś zupełnie innym. Zacznijmy jednak od początku.

Kilka minut po 20.00. Otwierają się bramy CSG. Tłum ludzi zaczyna wypełniać przestrzeń dookoła baru oraz oczywiście palarnie. Palarnia, jak to miało miejsce ostatnio, została wyrzucona poza obszar budynku, na wolne powietrze. Parasole, piwko, jedzenie. Ot, taka stoczniowa sielanka. Kto był ten wie, kto nigdy nie był – zdecydowanie polecamy. Ale nie o piwie i kiełbaskach traktować miała ta relacja.

Muzyka. To ona sprowadziła nas w to magiczne miejsce. Ludzi którzy dopiero co weszli do klubu, od samego początku rozgrzewał Noisy Beat, grający na deckach przy barze. Chwilę po 21:00 otwarto  wejście do głównej sali ,gdzie odbyć się miała największa  drumowo-dubstepowa impreza tego roku. Na „bar” wszedł K1lla, który naprawdę dobrze kontynuował dzieło swojego poprzednika. Na głównej sali zaczął swoje dzieło Tom Encore. Tak energetycznego klimatu nie zaznaliśmy od dawna. Świetny dobór kawałków, mistrzowskie przejścia. Zdecydowanie zapisujemy tego pana na listę osób pozytywnie zakręconych.

O 22:30 na Main Stage  pojawia się Logistics. Jednocześnie na bar wszedł Nexus Eight. Po krótkim przesłuchaniu Nexus’a, stwierdziliśmy, że ciężki dubstep z jamajskimi korzeniami nie jest tym czego potrzebujemy. Udaliśmy się więc  na Logistics. Zupełna zmiana klimatu! Wesoło, skocznie. Cały czas na bardzo wysokim poziomie. Tłum się bawi. Słuchamy, oglądamy, by wszystko to co miało miejsce wiernie Wam w niniejszej relacji przedstawić.
 
Godzina 23:30. Na główną scenę wchodzą Brookes Brothers. Tylko oni zostali by rozgrzać dziki tłum przed najbardziej scenicznym występem tej nocy. Klasyka wśród klasyki. Wiedząc, że na barze nadal gra Nexus Eight do godziny 00:30, postanowiliśmy oddać sie muzycznej ekstazie przy dźwiękach dnb. Dlaczego ciągle wracamy do występu Nexus’a? Naszym zdaniem został on źle umiejscowiony  w timetable. Jego dźwięki bardziej pasowały do odpoczynku aniżeli  dzikiej zabawy. Artysta poczęstował nas bowiem ciężkimi, grubymi, masywnymi kawałkami, zdecydowanie jednak zbyt wcześnie.

Godzina 00:30 Nexus schodzi (uff, ile można o nim czytać, prawda?) i następuje przerwa techniczna na barze do godziny 4:30. Na scenie głównej, jedynie 10 minutowa przerwa dzieli nas od gwiazd, czyli The Qemists. Musimy zaznaczyć, że organizatorzy świetnie się spisali. Wszyscy, bez wyboru, zmuszeni byli iść na Main Stage. Dzięki temu można było naprawdę przekonać się, ile osób zjawiło się na imprezie. A było ich naprawdę dużo.
 
Godzina 00:40 – The Qemists. Naprawdę ciężko opisać w skrócie wszystko co tam się wydarzyło. Najbardziej energetyczny, sceniczny, skoczny, dziki, masywny, epicki i… szkoda się rozpisywać, występ. Jednym słowem miazga! Tłum ludzi jak zahipnotyzowany. Wszyscy uśmiechnięci. A na scenie live jakich mało. Chłopaki skakali, biegali, krzyczeli, śpiewali, podgrzewali atmosferę do granic. Z początku chłodne pomieszczenie stało się pozytywnym, muzycznym piekłem. Perkusja, gitara, mikrofon, cd’ki, mixer. Takiego połączenia dawno nie było. Dla samego występu warto było przyjść. Kto nie był, ten wiadomo – niech żałuje. Z repertuaru poleciały takie kawałki jak: „Stompbox”, „The Perfect High”, „Renegade” ,czy „The Day I Die”. Występ, który na długo pozostanie w naszej pamięci.  Pod koniec swojego występu, artyści zeszli ze sceny, podeszli do barierki i na wyciągnięcie ręki bawili się z tłumem. Po całym live’ie bawili się do końca między ludźmi, robiąc sobie zdjęcia i rozmawiając z uczestnikami ifestivalu.
 
Kolejna 10 minutowa przerwa techniczna pozwoliła wszystkim odpocząć, po niebywałym występie The Qemists. W tym czasie do wejścia na scenę szykował się nie kto inny, jak …. Chasing Shadows.  Co tu dużo pisać. Klasa sama w sobie. Po Qemistsach, nadał scenie inny bardziej neuro-dubstepowy klimat. Kilka minut przed godziną 3:00 grać zaczął State of Mind. I właśnie ta godzina, te dźwięki, zadziałały jak zapalnik. Tłum szalał. Rzesza osób została i bawiła się oczekując ostatnich występów – Bar9 (3:50) oraz Ginee K (4:30), po przerwie na barze. Chyba nie musimy  pisać, że spisali się również na medal i nie zawiedli.

Podsumowując, organizacja pierwszego ifestivalu stała na bardzo wysokim poziomie. Zarówno ochrona, jak i służby medyczne postawione na straży. Sceny oraz timetable rozłożony tak by sobie nie przeszkadzać. Muzycznie od liquidu, athmo, poprzez klasyke dnb, dubstepu, kończąc na neurofunku oraz grimme. Ten festiwal był naprawdę muzyczną gratką dla wszystkich fanów zarówno muzyki dubstep, jak i drum and bass. Ci którzy przyszli, nie zawiedli się. Cóż pozostaje więcej ? Oczekiwać kolejnego – miejmy nadzieję – jeszcze lepszego ifestiwalu w przyszłym roku!