Kuba Sojka, mimo młodego wieku, a jego nazwisko coraz częściej przewija się przez polskie media. Uzdolniony, prawdziwie oddany muzyce – polskie odkrycie w muzyce elektronicznej ubiegłego roku. Usłyszał o nim cały świat, a Polskę obiegła duma, że nasz rodak został wyróżniony w konkursie organizowanym przez Beatport za remix Laurent’a Garnier’a w 2009 roku.

O Kubie jest coraz głośniej, a on jak skromnie mówi, że „ nie nastawia się na podbicie miast”. O swoim początkach i pasji opowiedział Kluboterapii.

Cześć!

Kuba: Cześć!

Twoje zainteresowania muzyczne sięgają wiele lat wstecz. Skąd pomysł, aby nagrać remiks dla Laurent’a Garnier’a?

Kuba: Na tę informację trafiłem przez przypadek w Internecie i postanowiłem z ciekawości po prostu spróbować. W oryginale „Gnanmankoudji” słychać saksofon. Natomiast zamiast saksofonu nagrałem samą trąbkę, bo jestem też trębaczem. Dodatkowo zrobiłem cały swój aranż i wrzuciłem to oczywiście do Internetu. Jednak wolałem się nie podpisywać imieniem i nazwiskiem, żeby sprawdzić jaka będzie reakcja i czy moja praca będzie szczerze doceniona. Nie wygrałem co prawda pierwszego miejsca, ale dostałem wyróżnienie przez beatport z czego byłem bardzo zadowolony.

Czy przed nagraniem tego remiksu, wyobrażałeś sobie, że to będzie jakiś przełom w Twojej karierze?

Kuba: Na pewno przełomem w mojej karierze jest wydanie singla dla Martix Records, to było rok temu w czerwcu, czyli jakieś pół roku wcześniej zanim powstał remiks dla Laurent’a Garnier’a. Od tamtej pory coraz więcej zaczęło się dziać.

Jakie było Twoje postrzeganie muzyki przed tym Wielkim przełomem, a jakie jest teraz?

Kuba: Przede wszystkim stałem się dużo bardziej odważniejszy w komponowaniu muzyki. Pierwsze moje kroki z muzyką z Detroit były niepewne. Wiadomo jaki mamy dzisiaj rynek muzyczny, łatwiejszy mamy dostęp do produkcji muzyki poprzez komputery. Kiedy  zacząłem na szerszą skalę z tym działać, to byłem bardzo mile zaskoczony. Tym bardziej, że Detroit techno kojarzy się z czymś starym… ludzie mówią: to było 15 lat temu, po co w ogóle to robić.. natomiast zająłem się tym  po swojemu tak jak czuję,  tak jak mnie określa.

Wspomniałeś coś o elektronicznej scenie muzycznej w Polsce. Jak go na ten moment oceniasz?

Kuba: Na pewno bardzo się rozwija. Jest małe grono ludzi, którzy mi odpowiadają jeśli chodzi o granie i o stylistykę. Z tego co wiem, moi znajomi też osiągają dobre wyniki. Jednakże wszystko idzie w dobrym kierunku i dobrze rokuje na przyszłość.

Gdyby nie Twój ten przełom życiowy, jakbyś widział swój dalszy rozwój muzyczny?

Kuba: Ciężko powiedzieć, zawsze byłem zadowolony z tego co robię, zawsze wierzyłem w to co robię i jeśli nie udałoby mi się tego osiągnąć, to próbowałbym od nowa. Na pewno nie zrezygnowałbym ze stylów muzycznych, z których czerpię inspiracje.

Masz wykształcenie muzyczne, grasz na trąbce i skąd nagle zainteresowanie elektroniką?

Kuba: Elektronikę zacząłem poznawać w latach nastoletnich, a najważniejsza była dla mnie scena Detroit. Najbardziej imponowała mi elektronika lat 90-tych, czyli underground Jeff Mills, Robert Hood czyli te czołowe postacie, które miały ogromny wpływ na ten gatunek muzyczny. Jestem  tym tak pochłonięty, że inaczej po prostu nie mogłem wybrać. ( śmiech) Musiałem to zrobić i tyle. To we mnie gra i inaczej nie potrafię.

Przygotowujesz się teraz do jakiś nowych produkcji?

Kuba: W najbliższym czasie wyjdą dwa nowe kawałki na dwóch kompilacjach Mathematics Recordings, tam gdzie ostatnio wydałem swój singiel. To jest wytwórnia z Chicago. Jeden kawałek się ukaże na kompilacji CD a drugi na winylowej. Oczywiście trwają prace nad jednym singlem, prawdopodobnie będzie utrzymany w klimacie deep house’u jazzu i  soulu. 

Cały czas te inspiracje jazzowe…

Kuba: Tak, cały czas mnie tam ciągnie. Od 4 czy też 3 lat poza elektroniką śledzę utwory jazzowe i soul’owe, szczególnie z lat 90. A wracając do poprzedniego pytania to mam kilka pomysłów na albumy, ale czas pokaże.

Ja powrócę do tych sentymentów jazzowych..

Kuba: (śmiech) Według mnie to nie przypadek, że Detroit techno powstało właśnie w tym mieście. Historia pokazuje w latach 70tych. Był ogromny rozwój muzyki soul’owej, przede wszystkim Motown Records, gdzie dominował Marwin Gaye, wydawał też tam Steve Wonder.

Podczas rozmowy wymieniłeś kilka nazwisk, czy wzorujesz się też na kimś?

Kuba: Nie powiem żebym się wzorował, bo zazwyczaj nie mam zakodowane, że muszę podążać cały czas w tym samym kierunku. Czasem mam takie dni, że mam konkretny pomysł i zaczynam go realizować. I może to być, Detroit techno albo deep house, albo klimat jazzowy, acid jazzowych lub tech housowych.

Podczas twoich występów live układasz sobie całą trackliste. Czy pozwalasz sobie na lekki spontan?

Kuba: Zawsze staram się dostosować live przed imprezą w jakimś konkretnym kierunku, chociaż to zależy od klubu i od publiki, która tam przychodzi. Nie gram pod klubowiczów, ale staram się za to w miarę dostosowywać do reakcji ludzi. Kiedy widzę, że wszyscy są już wystarczająco rozgrzani, roztańczeni, wtedy narzucam swoje tempo. Dzięki temu, że gram live, to mogę sobie pozwolić na takie różne niezaaranżowane ruchy.

Ale masz tą świadomość, że wielki szum wokół Ciebie nastąpił, no Kuba nie bądźmy aż tak skromni, jesteś bardzo rokującym artystą.

Kuba: (śmiech) Na pewno to motywuje, daje to też pole do działania. To jest też dla mnie dodatkowa okazja wykazania się jako muzyk, jako live-performers itd.

Ile czasu poświęcasz w domu na „robienie muzyki”?

Kuba: Samo komponowanie muzyki wymaga sporo czasu. W swoim życiu miałem tak, że tego czasu brakowało i nic nowego nie tworzyłem. Muzyka wymaga poświęcenia czasu, trzeba uwolnić swój umysł. Rzuciłem pracę w sklepie muzycznym po to, aby zacząć normalnie komponować, bo zawsze to mi leżało we krwi i kiedy pracowałem, to nie miałem czasu poświęcić się w 100% muzyce. Zamknąłem się w domu na miesiąc, nagrałam materiał dla  Matrix Rekord. Co zaprocentowało, udało się i warto było zaryzykować. Czasem wena przychodzi sama, czasem po prostu ćwiczę na fortepianie i wtedy przychodzi jakaś wewnętrzna improwizacja, która zaczyna narzucać konkretny temat muzyczny. Czasami w jeden dzień nagrywam kawałek od A-Z. Oczywiście potem spędzam jeszcze kilka dni, aby dokończyć całą kompozycję. Zresztą nie tylko czerpię inspirację z fortepianu. Moją trąbkę również słychać w wielu moich nagraniach.

Jak widzisz swoją karierę za 5 lat?

Kuba: Jakoś specjalnie się nie nastawiam, żeby zdobyć poszczególne  miasta.

Ale Ty jesteś skromny… ja jednak wierzę, że jeszcze trochę a zamiast np. do Wrocławia czy innych miast w Polsce, będziemy musieli jechać do Watergate do Berlina, aby Ciebie posłuchać.

Kuba: (śmiech) Zobaczymy.

Z całego serca tego Tobie życzę i dziękuję za rozmowę.

Kuba: Dzięki!