Wreszcie przyszedł ten długo oczekiwany moment, czyli kolejny event, który zorganizowała agencja Cosmopop. Tym, którzy jeszcze się nie domyślają, przypominam, że 04.07.2010 odbyła się 15 edycja Love Family Park. Event, który wg organizatorów osiąga jeszcze więcej odbiorców niż Time Warp, odbył się we Frankfurcie – Hanau.

Czym różni się LOVE FAMILY PARK od innych elektronicznych festiwali?? Na pewno tym, że startuje o 10.00 rano w niedziele i trwa do 22.00. Tłum ludzi udających się do miejsca imprezy przypominał pielgrzymkę, która udaje się do miejsca kultu.
 
Na wielkim obszarze nad rzeką Men zostały rozstawione 3 sceny, które dzięki bliskiemu położeniu umożliwiały szybkie i płynne poruszanie się między nimi. Wyobraźcie sobie pełne słońce, ponad 30stopniowy upał i magię znakomitej elektroniki, która od wielu lat jak magnes przyciąga już nie tylko Niemców, ale i całą resztę świata! Tak właśnie wygląda niezwykły klimat LFP. Dojazd komunikacją miejską trudno określić, bo tym razem pokusiłam się na podróż 12 godzin samochodem. Brzmi dość abstrakcyjnie? W sumie cała doba w podróży i 12 godzin spędzonych na świętowaniu jubileuszowego LFP. Z pełną świadomością powiem, że było warto, a co do reszty przekonacie się sami. Na miejscu jak zwykle vouchery zastąpiły gotówkę, a ceny napoi i jedzenia były podobne do tych obowiązujących na TW.


Po przekroczeniu bramki szybkim krokiem udałam się na drugą scenę, gdzie Magda zagrała porywający, dwugodzinny set. Z ogromną przyjemnością patrzy się i słucha reprezentantki niemieckiego labelu Minus Records, która doskonale wkomponowała się w charakter imprezy. Magda skupiona podczas swojego występu dopracowywała każdy ułamek swojego enigmatycznego setu. Profesjonalistka w każdym calu. Na rewelacyjny pomysł wpadła grupa naszych rodaków trzymających polską flagę, którą rzucili w kierunku Magdy. Nasza artystka z dumą zaprezentowała biało-czerwoną banderę, a cała ta sytuacja mile ją zaskoczyła i najwyraźniej bardzo uradowała. Reszta towarzystwa, mimo iż nie była z Polski, nie ukryła swojego zdumienia. Do końca jakże fenomenalnego występu nie dowierzała własnym oczom, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Pod sceną wszystkich ogarnęło totalne szaleństwo.
 
Zaraz po pani Chojnackiej wystąpił niekwestionowany producent Marco Carola. Bezapelacyjnie należy on do włoskiej czołówki artystów, który porywał widownie swoim mega energetycznym setem. Któż jak nie On swoją niebanalną charyzmą ujął publiczność, która całkowicie odpływała wraz z kolejnym beat’em.


 Żar lejący się z nieba w niczym nie przeszkadzał bawiącej się publice. Zresztą organizatorzy zapewnili wszystkim spragnionym lekkiego orzeźwienia. Ogromne prysznice rozstawione niemalże na środku eventu, oferowały każdemu ochłodzenie swojego rozpalonego ciała. Na scenie numer jeden swój Live zaprezentował Reboot. Pierwszy raz miałam okazję, słyszeć tego artysty na żywo. Z jego występu nie wyszłam ani rozczarowana ani zawiedziona. Jak dla mnie Mistrz elektronicznej imaginacji!! Zresztą nie tylko ja byłam pod wrażeniem, bo obserwując otoczenie to chyba każdego wstrząsnął elektryzujący dreszcz. Każdy z uczestników Muzycznego Pikniku z niecierpliwością wyczekiwał utwór „Camminando”. Jego set przepełniony był  dźwiękami od deep minimal po elektroniczne wstawki.
 
Kolejne dwie godziny podkręconych dźwięków zaserwował nam Loco Dice. Ojjj, nie dało rady ustać w miejscu. Cała publiczność dosłownie wariowała pod sceną w rytm kuriozalnego tech house’u. Muszę przyznać, że to jeden z moich faworytów tegorocznej LFP. Mocne zagranie, przeplatane niekiedy charakterystycznymi latynoskimi wstawkami było tak porywające, że aż się kurzyło pod stopami. Zresztą cóż się dziwić, jak tu stać w bezruchu, jak słyszy się remiks np., Nic Fanciulli „Paradise” Można by długo tak wymieniać, zresztą okrzyki „Loco” w kierunku producenta mówiły wszystko. Nie ma co…to jest dopiero wirtuoz muzyki elektronicznej.
 
Niestety ku mojemu rozczarowaniu Guy Gerber, który miał zagrać swój Live na 3 Scenie nie pojawił się o wyznaczonej porze. Minęłam się z nim podczas imprezy, ale tego dnia nie stanął za mikserem.
 
Oczywiście w gronie członków LFP nie zabrakło Richie Hawtin’a. Jako, że jestem jego oddaną fanką, nie dam sobie wmówić, że jego występ był słaby. Wystarczyło zresztą rozejrzeć się dookoła, aby utwierdzić się w przekonaniu, że szalejący tłum został pochłonięty do głębi ciężkimi bitami szefa Minus Records. Sama „zwariowałam”, kiedy usłyszałam Carlo Lio „Musique”, Flavio Diaz & Kaiserdisco „Rouge”, czy Marco Effe  „Muar”. Od samego początku do końca grania Hawtin’a  na scenie ekscytowałam się boskim setem Mr Ryszarda.


 O 20.00 jak zawsze z uśmiechem na twarzy, na pełnym chill out’cie na scenę wkroczył Ricardo Villalobos. Aż się chciało krzyczeć i nie ma mocnych!!!! Wielokrotnie byłam na jego występach na innych festiwalach, ale Ricardo to bezprecedensowy artysta LFP. Nie dość, że jest totalnie wyluzowany i bawi się tym co robi na scenie, to powala swoimi setami. Piszę to z pełną świadomością, a zagranie starego kawałka Da Rebels „House Nation Under A Groove” albo Butch „No worries” wywołało euforię na widowni.
 
Sven Väth (jako główna i właściwie już stała gwiazda w większości niemieckich festiwali i klubów) grał 7 godzin. Mimo że dla stałego bywalca festiwali nie stanowi już aż takiej „atrakcji”, to i tak „zgarnął” połowę festiwalowiczów. Nawet Ci, którzy „wypoczywali” na kocach nie pozostawali obojętnie i na leżąco podnosili ręce na każde „przejścia” Svena. Kto jak kto, ale Sven, nie ważne gdzie się pojawi to i tak skupia wokół siebie najwięcej publiki. Zagrał jak zawsze dynamicznie i jak dla mnie w podobnym klimacie jak na innych imprezach. Wszystkich pod koniec obiegła szczęśliwa nowina, iż niedługo pojawi się jego następca. Inicjator imprezy LFP zostanie ojcem. Mimo że nie padłam na kolana podczas jego występu, to zakończenie było pięknym uwieńczeniem całego pikniku. Pokaz fajerwerków, zachód słońca i… w tle Basti Grub & Komaton „Sick „ Lepiej być nie mogło! Rewelacja!

Na tym jednak LFP się nie kończy…after należał do Cocoon Club we Frankfurcie! Gdzie Marco Carola, Loco Dice oraz Karotte pełni sił i energii jakby dopiero co zaczynali grać, porwali bawiących się ludzi w swój elektroniczny świat. Klub, nagłośnienie, wystrój niesamowity! No i ten bas wydobywający się z głośników…do dziś czuję ten klimat! Na szczęście bez problemu weszliśmy do środka i dalej kontynuowałam celebrowanie 15 rocznicy wielkiego Pikniku Miłości.
 
Muszę jednak stwierdzić, że tak jak na Time Warp było słychać język polski, tak tutaj prawie wcale. Mam nadzieję, że relacja przybliży Wam niepowtarzalną atmosferę skąpaną słońcem i za rok ten festiwal odwiedzi więcej polskich fanów elektronicznych dźwięków. Pogoda na LFP gwarantowana. Brawa dla organizatorów. Oby więcej takich festiwali na świeżym powietrzu, gdyż stanowią ciekawą alternatywę dla masowych imprez w zamkniętych, często dusznych pomieszczeniach. Klimat panujący na Love Family Park „bije na głowę” Time Warp!