Za sprawą znakomitych występów na żywo oraz debiutanckiego albumu, podopieczny Hospital Records zyskał ogromną popularność. Netsky (bo o nim mowa) jest porównywany do samego High Contrast. Ile w tym prawdy mogliśmy się przekonać na początku 2011 roku w w Gdańsku oraz ostatnio w Poznaniu, gdzie artysta prezentował swoje możliwości. Przy tej okazji postanowiliśmy porozmawiać z Netsky. Zapraszamy do przeczytania kolejnego wywiadu w Kluboterapii.

 To Twoja kolejna wizyta w Polsce, czy mógłbyś opowiedzieć o swoich wrażeniach?

Jest bardzo miło, jestem tu pierwszy raz. Byłem na imprezach w innych miastach. Klub wygląda niesamowicie. Rozejrzałem się trochę, wygląda naprawdę w porządku.

A co dziś nam zaprezentujesz?

Zagram kilka swoich nowych nagrań by sprawdzić reakcję, mam kilka nagrań dubstepowych z własnej kolekcji, by zobaczyć jak ludzie się bawią, trochę neurofunku także. Będę patrzeć jak ludzie reagują i czego potrzebują w danym momencie. To bardzo ważne, patrzeć na tłum i widzieć, co się dzieje, więc dokładnie jeszcze nie wiem co zagram.

Dlaczego akurat NETSKY? Czy ma to powiązanie z wirusem komputerowym?

Tak, nazwa Netsky przyszła od komputerowego wirusa. To długa historia. Miałem około 12 lat, kiedy mój komputer został zaatakowany przez wirus. Wtedy zaczynałem produkcję muzyki. Pomyślałem, że może jeśli się tak nazwę, i ludzie będą próbowali nielegalnie ściągać moją muzykę, złapią tego samego wirusa. To był bardzo głupi pomysł, ale też główny powód, dla którego do dziś nazywam się NETSKY.

Teraz masz podpisany kontrakt z Hospital Records. Jak wyglądaly Twoje początki z tworzeniem muzyki?

Muzykę zacząłem tworzyć, gdy miałem 13-14 lat. Lubiłem electro, house, ale także muzykę w stylu soul. Zawsze lubiłem muzykę elektroniczną. Gdy miałem 14-15 lat, byłem na mojej pierwszej drumowej imprezie. Było kilka numerów, które naprawdę zmieniły moje upodobania z housu na drum tamtej właśnie nocy. Od tego czasu zacząłem produkować drum’n’bass, eksperymentując m.in. z break’ami.

Co udało Ci się osiągnąć w Hospital Records?

Wygrałem dwie nominacje drumowe w Londynie. To niesamowite, naprawdę cudowne uczucie. W ogóle nie byłem na to nastawiony. Ale gdy wygrałem, byłem naprawdę szczęśliwy. Dzięki całej ekipie Hospital Records to było coś niesamowitego. To bardzo przyjemne wygrać, i móc pochwalić się rodzinie. Dziękuje moim fanom za głosowanie na mnie, jestem naprawdę szczęśliwy. Z tego co pamietam, Hospital Records wygrało 6 nominacji, Camo & Krooked, Hospital Record, Hospitality. To bardzo ważne dla całego labelu.

Dawno, dawno temu stałeś się popularny. Nie zdarza sie ze ludzie na ulicy krzyczą: „popatrzcie, to Netsky!” i robi sie tłum dookoła Ciebie?

Tak, często tak jest, ale trzeba potrafić rozdzielić swoje życie prywatne i zawodowe. Z popularnością trzeba się obchodzić odpowiednio. Po prostu w weekendy jestem Netsky i jestem dj’em. Gdy wracam do domu, jestem po prostu sobą. Gdy gram, miksuje, tworzę, jestem Netsky, ale gdy wracam do domu, do rodziny, do przyjaciół, nie zabieram ze soba roboty, jestem znowu zwykłym człowiekiem. To bardzo ważne dla mnie, nie chcę zatracić tej granicy i stać się kimś innym niż jestem.

Twój ostatni album wyszedł w tamtym roku. Czy są jakieś szansę na płytę teraz?

Tak, pracuje nad nią właśnie teraz, ale chcę poświęcić jej więcej czasu niż ostatnio. Ostatni album powstał w około 4-5 miesięcy. Teraz chcę popracować dłużej, chcę go dopracować lepiej, popracować z wokalistami, może z innymi producentami, może z ludźmi grającymi na innych instrumentach, może z gitarzystami?

Czyli kolejny będzie inny od poprzedniego?

Tak, będzie zdecydowanie inny, nie było by sensu tworzyć takiego samego lub podobnego albumu, ale chcę pozostać w swoim stylu. Będzie to dalej drum’n’bass, dalej będzie to liquid, pomimo że nie lubię tego określenia. Chcę pójść w trochę cięższe brzmienia, trochę taneczne, popracować z innymi artystami, spróbować czegoś innego, poeksperymentować. Jestem naprawdę zestresowany z robieniem tego typu muzyki, to bardzo ważne. Trzeba próbować małymi kroczkami i być ostrożnym. To trochę stresujące i nadal mam to uczucie.

Czy możesz powiedzieć coś na temat muzyki w Belgii?

Scena drumowa w Belgii staje się teraz naprawdę duża. Moje nagrania znajdowały się na listach radiowych, były grane po 10 razy dziennie, przez 3 miesiące. To świadczy o tym, że scena drumowa w tym roku naprawdę jest mocna, wyszła z podziemia. Mamy dużo imprez, dobrych imprez. Jeśli ktoś chce usłyszeć naprawdę dobry drum’n’bass, powinien przyjechać, pójść na jakąś impezę. Naprawdę warto.

Ludzie mówią ze jesteś Bogiem muzyki d’n’b, czy podzielasz to zdanie?

Nie czuje się jak Bóg (śmiech). Jestem naprawdę szczęśliwy, ze ludzie tak myślą. Czuję się jak człowiek, który wygrał szczęście na loterii. Muzyka jest moją pasja, nie potrafię robić czegoś, jeśli  tego nie lubię. Robienie muzyki jest dla mnie idealną formą wyrażania samego siebie. Wcześniej byłem projektantem stron, to było naprawdę przyjemne. Jednak tworzenie muzyki to moja pasja.

Co lubisz bardziej: tworzenie własnej muzyki, czy miksowanie na imprezach?

Szczerze? Nie wiem. Jestem dj’em, uwielbiam grać dla tłumu, uwielbiam patrzeć jak ludzie reagują. Czasami wolę jednak pójść do studia i po prostu tworzyć muzykę. To są właśnie dwie strony muzyki: trzeba umieć cieszyć się i jedną, i drugą. Największą frajda jest tworzyć muzykę w studio, stworzyć jakiś kawałek, a kilka weekendow później zagrać go na jakieś imprezie, widzieć reakcje ludzi. To jest perfekcyjna sytuacja dla mnie. Pracujesz nad czymś i ludziom się to podoba. To jest perfekcyjny moment dla mnie.

Jak długo powstaje w Twoim przypadku takie nagranie?

Tak naprawdę to zależy od danego nagrania, od pomysłu. Czasami tworzenie takiego kawałka jest bardzo szybkie. Ale czasami bywa i tak że w jeden weekend zaczyna się kawałek, i nie da się go dokończyć, próbuje się w następny, i też nie można. Trzeba to po prostu zostawić na dłużej, więc czasami to trwa miesiącami. Takie najbardziej popularne, jak „I Refuse” itp. powstały w ciągu 1-2 dni. Ale różnie to bywa. Czasami trzeba poświecić więcej czasu żeby popracować, dojść do perfekcji.

Jakie jest Twoje zdanie na temat tworzenia muzyki dla gwiazd pop, np dla Britney Spears? Pozytywne czy raczej negatywne?

Rusko właśnie wydawał nagranie dla Britney. Uważam to za naprawdę ciekawe przeżycie. Ciekawe pod względem, by stworzyć coś dla kogoś, jednocześnie nie zatracając swojego stylu. To naprawdę przyjemne pracować z innymi, dla innych, podejmować wyzwania. To jest dobre dla sceny, jest ciekawie.

Więc jeśli ktoś poprosi Ciebie o taką kooperacje, będziesz na to gotowy?

Będę na to gotowy, jednak nadal będę chciał mieć wpływ na końcowy odbiór. Nie chcę zatracić swojego stylu. Nie chcę by sztab managerow mówił mi: to ma wyglądać tak, a to tak. Nie chcę być maszyną. Nadal chcę być sobą.

Lata temu muzyka była inna, była duszą artysty, teraz się zmienia. Czy odczuwasz, że muzyka się zmienia, że gusta się zmieniają?

Nie lubię źle się wypowiadać na jakikolwiek rodzaj muzyki. Ale to, czego nie lubię w dzisiejszej elektronicznej muzyce to… nie chcę rzucać nazwiskami… ale niektórzy, zwłaszcza w dubstepie, tworzą muzykę która jest czystym szumem. Ludzie to lubią, jest to inny rodzaj muzyki, jednak nie jest to muzykalne… To jest tylko coś basowego i najbardziej szumiące jak tylko możliwe. Uwielbiam muzykę, która ma duszę, funkową duszę. Ale nie można mówić, że inne style są złe, ludzie je uwielbiają. Po prostu nie jest to coś, z czym mógłbym sie utożsamiać. Dla mnie to już nie jest muzyka. Ja potrzebuje melodii.

Dziękuję za wywiad, było bardzo miło Cię poznać.

Dziękuje.