Nie da się ukryć! Każdy zaangażowany klubowicz na pewno ma swoją Mekkę. Ulubiony klub, festiwal, dja, którego chociaż jeden raz w roku chce posłuchać na żywo. Kluboterapia czasami też podąża do swojej Mekki, w celach no przede wszystkim rozrywkowych, ale często także

informacyjnych… Nie mogliśmy przegapić tego, by zobaczyć jak historia tworzy się na naszych oczach! Bo tworzy się.

Obserwujemy i na bieżąco informujemy was o tym, co dzieje się w polskiej elektronice. Zawsze narzekaliśmy, że nasze gwiazdy są jakieś małoformatowe, a popularnych na świecie djów z polskim rodowodem można policzyć na palcach jednej ręki. To się zmienia. Chłopaki z Catz ‚N Dogz lądują na okładce Mixmaga, ich kariera jest już pełnowymiarową światową karierą, a my? A my pojechaliśmy sprawdzić jak na chłopaków reagują nasi zachodni sąsiedzi.

Tak jak pisaliśmy, nie przegapiamy historii, a kiedy Polacy zabierają się za organizowanie „polskiej” imprezy w jednym z najlepszych klubów świata – musieliśmy być tam razem z nimi. Chłopaki z Catz’n’Dogz osiągnęli taką markę, że ich wytwórnia Pets Recordings zawitała na już nawet nie gościnnych, ale gospodarskich baletach w niemieckim Watergate. A do tego impreza odbyła się 8 marca, więc (z perspektywy piszącego) dwie pieczenia na jednym ogniu – muzyczna raz, niespodzianka dla kobiety dwa.

Zimno było, to fakt. Nie mniej jednak nie odstraszało to ludzi z kolejki, którzy sznureczkiem czekali przed klubem, żeby dostać się na „Pets Recordings Nacht”. Osobiście dotarliśmy na miejsce kilkanaście minut po pierwszej, czyli w zasadzie na samym początku baletów, które za zachodnią granicą startują pięć minut przed północą. Jeszcze przed klubem upewniliśmy się w naszym założeniu, że historia tworzy się na naszych oczach. Duży plakat promujący imprezę wlał w nas dobrą energię. Taki skład to raz, a dwa – wielokrotnie, nawet w małych klubach słuchaliśmy djów, których kariera zaprowadziła do grania w takich miejscach jak właśnie Watergate! A na myśli mieliśmy chłopaków z BLCKSHP, od których występu rozpoczęliśmy przygodę z tym wyjątkowym „nachtem”. Easy Audio i Bshosa bardzo przyjemnie rozpoczynali zabawę na dolnym parkiecie niemieckiego klubu.

Idziemy do baru – słyszymy polskie przekomarzanie się. Idziemy do szatni – „oddać ten sweter czy będzie mi zimno?” słyszymy w kolejce. Idziemy na parkiet… podbija do nas kolega z Bydgoszczy w koszulce z polskimi napisami. A za konsoletą dwóch gości, przy których numerach bawiliśmy się w naszym kraju nie raz. Jak nie czuć się jak w domu? A w ramach ciekawostek to już nawet w metrze spotkaliśmy rodaczkę (kierunek ten sam) no i… (może nie powinniśmy o tym pisać?) jakiś gość z Lublina na dworcu chciał, żebyśmy dołożyli mu do biletu.

Potem to już nas poniosło, przyznajemy. Woda ognista zaprowadziła nas do punktu, w którym podchodząc do baru poprosiliśmy napój energetyczny używając polskiego języka, ale po szybkiej „naprawie” i „przetranslatowaniu się” barmanka uśmiechnęła się szeroko.

Po „Blekszipach” i wymianie zdań z rodakami udaliśmy się na główny parkiet, gdzie podłączył się SLG. No i co mamy tu wam powiedzieć? Pompująco, energetycznie, wolno, szybko, mrocznie, wesolutko?

Po SLG za dekami stanął East Everything do któego mamy trochę żal, bo przez niego opuściliśmy na długi, długi czas Waterfloor i w końcu nie posłuchaliśmy ani live`a Uffe, ani Axela Bomana. No szału można było dostać, muzycznie jak na festiwalu, tylko sceny bliżej, bo Watergate to dwupiętrowy przybytek. Przybytek, który też zwrócił na nas uwagę z innego względu. Byliśmy tam nie raz, ale chyba pierwszy raz zauważyliśmy na nocy Pets Recordings, że nie było miejsca na parkiecie.

To nie jest jeszcze tą rewelacją, poczekajcie. Nie ma miejsca na parkiecie, ciężko mieć swobodę ruchów by, wszyscy tańczą, bawią się, nawet jeżeli przed sobą mają filar uniemożliwiający widoczność. A tymczasem… miejsc siedzących mnóstwo. Gdzie chcecie? Z widokiem na Szprewe? Koło baru? Przy toalecie? Przy stoliku? Na kanapie? Nie ma siedzenia! Wszyscy na parkiecie! Niesamowite. Chcesz rozbawić barmana? Spytaj się o rezerwację loży. Tak się bawią Niemcy, Polacy i co najmniej z czterdzieści narodowości. Ludzie – high five!

Nam nogi jednak zaczynają około godziny piątej odmawiać posłuszeństwa, ale wytrwale czekamy na dalszy rozwój wypadków, na Catz’n’Dogzów i świt, który w Watergate jest magiczny, gdy zza olbrzymiej szyby widać rzekę, pociągi, ludzi przechodzących przez most i Berlin budzący się do życia. Schodzimy na dolny parkiet i przysłuchujemy się setowi Till Von Seina, który mimo pierwszych promieni słońca i godziny szóstej i nie grał (jak my to nazywamy) „waterflorowo” tylko dorzucał do pieca co rusz, czasami mocno eksperymentując.

Wiecie jak to jest tańczyć, chociaż już nie masz sił i już naprawdę nie możesz? My dowiedzieliśmy się tego podczas setu chłopaków. Wyczekanego. Catz’n’Dogz! A najbardziej nam żal, że nie zostaliśmy do jedenastej na „Pets Recordings All Stars Set”… I jak tu nie mówić, że historia dzieje się na naszych oczach, kiedy dzień później impreza przenosi się do Warszawy. Chcieliśmy w tej relacji napisać „niech ten sezon będzie dla wszystkich Petsów obfity”. Ale jak patrzymy na okładkę Mixmaga to nabieramy przekonania, że chyba już nawet jest. Mimo iż dopiero marzec.