Od publikacji ostatniego krążka niemieckiego duetu Booka Shade minęły 3 lata. Arno i Walter powracają z świeżą dawką brzmień. Przed Wami recenzja ich najnowszego dzieła zatytułowanego „Eve”. Jest to 6 album w ich karierze, jednak pierwszy po odejściu od słynnej wytwórni Get Psychical Music. 

Czy zmiana wytwórni świadczy także o zmianie stylu do którego przyzwyczaili nas artyści ? Myślę, że tak. Przynajmniej w sporej części materiału. Podczas odsłuchu wiele razy zastanawiałem się : czy to naprawdę oni ? Ocenę tej zmiany pozostawiam Wam.

Krążek leniwie rozpoczyna „Many Rivers”, który z czasem nabiera werwy ukazując pełne oblicze. Jest rytmicznie, jest saksofon oraz przyjemny wokal. Główny lead wpada w ucho i zachęca do dalszego odsłuchu. Drugi track to singiel promujący płytę „Love Inc”. Muszę przyznać, że to jeden z moich ulubionych kawałków na tej płycie. Bardzo pozytywny, w typowym dla Booka Shade stylu. W głowie na długo pozostaje wstawka wokalna „are you happy?”. Ten kawałek zdecydowanie sprawia, że tak – owszem – jestem szczęśliwy.

Ten radosny nastrój jednak szybko opada gdyż następna kompozycja jest zupełnie inna. Utwór o którym mowa to „Kalimera”. Początek wręcz ambientowy, snuje się delikatnie i buduje napięcie. Możemy usłyszeć dźwięki pianina, gitary, cichutkie hit haty. Charakteru dodaje brudna linia basowa, która pojawia się dopiero w połowie utworu. Następny w kolejności track „Leema” to 3 minutowy jednostajny beat wywołujący muzyczną ciekawość przed tym co nastąpi. Powoduje lekki niepokój. Naprawdę świetny wstęp do mrocznego „Maifeld” w którym duszno, ciemno i brudno. Jej wizerunek delikatnie ociepla prosta melodia, która pojawia się mniej więcej w połowie utworu. Jesteśmy w połowie albumu, a przed nami znów zmiana nastroju. „Perfect Time” to propozycja zawierająca taneczny beat, trochę wokalu i chwytliwą melodię. Całość przyjemnie buja i odpręża. Arno i Walter znów zaskakują – spodziewałem się kontynuacji tej przyjemnej tanecznej atmosfery tymczasem znów ucieczka w delikatne ambientowe brzmienia. W „Time’s on my side” dominują dźwięki gitary. Słychać także męski wokal, nieco metaliczny lecz zgrabnie pasujący do reszty kompozycji. Charakterystyczną cechą jest także praktyczny brak beatu, który pojawia się dopiero w końcówce. 

Na płycie znajdziemy dwa utwory powstałe w wyniku kolaboracji z innymi artystami. Pierwszym z nich jest „Crossing Borders” z Fritzem Kalkbrennerem. Muszę przyznać, że jestem fanem głosu Kalkbrennera dlatego całość odbieram bardzo pozytywnie. Kawałek trochę melancholijny, z jazzowymi wstawkami. Nieco refleksyjny, na jesienno-zimowy wieczór jak znalazł. Kolejnym gościem jest Fritz Helder w utworze „Love Drug”, który charakteryzuje nieco surowy bassline i niski mroczny wokal. Ostatnie trzy pozycje to powrót do spokojnych dźwięków. Utwory „Only When You Wake Up” , “Ballad of the East” oraz “Jesolo” utrzymane są w bardzo podobnej stylistyce. Powoli snujący się beat, ambientowe wstawki. Moim faworytem z tej ambientowej trójki jest „Ballad of the East” a to za sprawą dzwoneczków, które nadają specyficzny klimat. Tytuł idealnie dobrany, czuć w nim powiew wschodniej kultury.

Podsumowując, krążek uważam za kawał dobrej roboty. Mam wrażenie jednak, że materiał jest niespójny. To ciągłe mieszanie stylów może i zaskakuje jednak wolałbym by ta zmiana była bardziej płynna i delikatna. Nie jestem także bardziej przekonany do tych bardziej ambientowych produkcji. Jestem fanem twórczości Booka Shade i jest mi bliżej do ich tanecznego i mrocznego oblicza.

Ocena: 7/10

Tracklista:
01. Many Rivers
02. Love Inc
03. Kalimera
04. Leema
05. Maifeld
06. Perfect Time
07. Time’s On My Side
08. Crossing Borders feat. Fritz Kalkbrenner
09. Love Drug feat. Fritz Helder
10. Only When You Wake Up
11. Ballad Of The East
12. Jesolo