W ostatni dzień listopada w klubie Projekt Lab miał miejsce kolejny event pod przewodnictwem kolektywu Noise Control, który od blisko 10 lat organizuje  imprezy i został założony przez Noire  i XZ32 odpowiedzialnych za gatunek drum and bass. Z czasem do składu dołączyli Habre Meod – dnb , Head On – tech/electro house (2012) i Venzio, Sourge (2013) – deep house/minimal.

Tym razem gwiazdą wydarzenia był Justin Scholtemeyer – Animal Chin z dobrze znanej formacji Counterstrike. Wybierając się na ten event głównie z powodu właśnie głównej gwiazdy  wieczoru po której  wiedziałem że będzie w klimatach bardzo mocnych brzmień, to po supporcie spodziewałem się „lżejszych dzwięków”, chociaż myśląc lżejszych nie mam na myśli liquidfunk, a chociażby mój ulubiony podgatunek dnb, czyli neurofunk którego praktycznie nie było niestety. Na dwóch scenach (main stage – dnb i  drugiej techno ,deep house i electro ) wystąpiło łącznie ośmiu dj .

Najbardziej podobał mi się występ pierwszego z nich – Harbe  Meod , który zagrał najlepiej pod względem selekcji utworów według mnie . Tylko w Jego secie dało się usłyszeć neurofunkowe  brzemienia i takie perełki jak BSE – Extraction przy których nogi aż same chodzą. Gdybym wiedział , że to ostanie takie dźwięki tamtego wieczoru nie opuszczałbym parkietu. Następnie duet Noire & XZ32  , czyli organizatorów  którzy zagrali jak zresztą wszyscy po Nich rytmach najmocniejszego dnb, hardcore, za którymi nie przepadam szczególnie . Zbliżała się godzina druga, kiedy pojawił się Justin. Przyznam szczerze nigdy nie byłem na występie Counterstrike ani nawet nie widziałem filmiku z ich udziałem ,ale już na początku byłem bardzo zaskoczony kiedy okazało się, że gra z kontrolera Novation. W mojej opinii jest to troszkę pójście na łatwiznę. Zagrał własne tracki  jak i w jego występie dało się usłyszeć kawałki  takich artystów jak Cooh, Donny czy Forbidden Society. Co do występu pozostałych djów – jak wcześniej wspominałem – w podobnej tonacji niczym  hardcorowe brzmienia . Na drugą salę serwującą inne gatunki nie zajrzałem wcale . Na dobrą sprawę przypomniałem sobie o niej dopiero na koniec imprezy. Ogólnie event myślę, że udany, ludzie też konkretni, a nie z przypadku wyglądali na zadowolonych. Frekwencja przerosła moje oczekiwania ponieważ bawiło się blisko 300 osób.

Organizatorom wydarzenia należą się brawa, ponieważ  do samej organizacji nie mam zastrzeżeń .Nie było żadnych niedomówień, time table leciał zgodnie z planem, ogólnie wszystko grało i buczało . Było też na  czym pograć , udało mi się dostrzec  pionnier cdj 1000mk i gramofon technics  1210 mk2 .  Plusem były też świetne plakaty , które Justin osobiście podpisywał  i bez problemu można było je  zdobyć. Pierwszy raz byłem na  evencie Noise , ale myśle że nie ostatni. Bardzo załuje, że nie udało mi się dotrzeć na wcześniejszy Ich event którego gwiazdą był  Cause 4 Concern, który nie ukrywam bardziej by mi odpowiadał muzycznie . Na pewno warto śledzić ten kolektyw, który przygotowuję kolejne bardzo interesujące wydarzenia z udziałem między innymi Cooh, ponownie  Conterstrike.

Odnośnie klubu Projekt Lab praktycznie same plusy . Bardzo  dobra  lokalizcja, chociaż osobiście nie miałem problemu z dotarciem na imprezę głownie z powodu obecności  ze mną rodzimych Poznaniaków, to i tak myślę, że bez problemu sam  trafiłbym do  miejsca docelowego. Jakiś specjalnych kolejek do baru nie uświadczyłem, wybór alkoholu w szczególności piwa spory ale i tu moje zdziwienie większość  piła  Perłę  a nie miastowego Lecha. Liczba toalet  zaznaczam wspólna (damsko–męska ) ku ucieszę  facetów  też odpowiednia do klubu. Nagłośnienie jak dla mnie  było w porządku i dawało radę, choć byłem uprzedzony, bo w wielu klubach  przeze mnie odwiedzonych było lekko mówiąc  tragiczne. Największym plusem była swego rodzaju wykładzina jak mogę to tak nazwać, którą wyłożony był parkiet sali. Muszę przyznać, że pierwszy raz nie bałem  się upadku podczas tańczenia, przyzwyczajony zawsze do śliskiego pakietu głównie od wylanego piwa.

Osobiście wolę bardzo surowe wnętrza, gdzie uwagę skupia i liczy się tyko muzyka, dlatego jedynym minusem były zbyt „wygodne” sofy, gdzie można było się rozłożyć i zasnąć. Poważnych minusów nie zauważyłem, ochrona też bardzo w porządku robiła co do niej należy. Z czystym sumieniem mogę polecić ten klub, w którym dzieje się na prawdę wiele.