7 lutego w Łodzi odbyła się druga edycja imprezy o nazwie Drum&Bass Madness Carnival. Event był dość mało nagłośniony i przyznaję się bez bicia że: 1) dowiedziałem się o nim przypadkiem, 2) o pierwszej jego edycji też nigdy nic nie słyszałem. Ostatecznie jednak nadrobiłem straty i wspomnianego dnia dotarłem do Łodzi.

Główną atrakcją imprezy był występ dwóch importowych dj-ów: Frictiona oraz Crissy Crissa – gospodarzy dwóch popularnych drum’n’bassowych audycji na antenie rozgłośni BBC 1XTRA, uznawanych za jednych z najlepszych technicznie na świecie. O klasie owych panów świadczyć może najlepiej fakt, że tuż po łódźkim evencie otrzymali oni prestiżowe nagrody DRUM AND BASS AWARDS 2014 – Crissy Criss 3-cie miejsce w plebiscycie na najlepszego DJ-a, natomiast Friction – złotą statuetkę w kategorii „Best Alternative DJ”. Towrzyszył im wulkan pozytywnej energii – MC Linguistic, uznany za „Best newcomer MC” roku 2012.

Impreza odbyła się w łódzkim klubie Lordis, mieszczącym się w samym centrum, tuż przy ul. Piotrkowskiej. Z dotarciem na miejsce nie było zatem problemów. Wejście, szatnia i tego typu sprawy organizacyjne były bez zarzutu, natomiast zaraz po zalogowaniu się w lokalu uświadczyłem jednego z większych minusów – na tak niewielkiej przestrzeni organizatorzy postanowili zmieścić 800 osób i niestety chyba im się udało. Tłok był na tyle duży, że niemożliwe było znalezienie wystarczającej ilości miejsca do swobodnego tańca. Ponadto górna część klubu zarezerwowana była tylko dla VIP-ów, co potęgowało gęstość klubowiczów w głównej – dolnej części. Nie pamiętam kiedy ostatnio tyle razy mnie potrącono i nadepnięto na stopę. Ogólnie pomysł organizacji takiej imprezy w klubie (i to raczej w typie z tych bardziej ładnych, grzecznych i eleganckich) pozostaje w sporym kontraście do zwiedzanych zwykle z tej okazji kopalń, szybów, czy w najlepszym przypadku piwnic z gołymi ścianami.

Jako support zagrali przedstawiciele polskiej (głównie łódzkiej) sceny dnb. Udało mi się załapać na sety Kaspra i Atmosphere. Muzyka zwłaszcza tego pierwszego była beatem w raczej starym stylu (pamiętającym zapewne czasy gdy Łódź była jeszcze uważana za stolicę dnb), a więc kontrast między supportem a headlinerami, którzy zaprezentowali materiał bardzo na czasie, był ogromny. Czy to dobrze, czy źle – kwestia gustu. Natomiast nieporozumieniem był jeden z polskich MC – Akira, który zwyczajnie zagłuszał i dominował muzykę. Za każdym razem w momencie kiedy rozbrzmiewała pełniejsza nuta i zaczynałem wpadać w oczekiwany stan, całe wrażenie psuło mi zawodzenie bez  ładu i składu. W momencie kiedy usłyszałem podśpiewywnie na melodię „Mistrzu Janie” czy coś w tym stylu całkowicie zgłupiałem i nie wiedziałem co się dzieje. Odpowiedzialność za ową dość sporą niedogodność można częściowo zrzucić na problemy techniczne – w pewnym momencie  przestały działać odsłuchy, coś złego działo się też z mikrofonami. Warto wspomnieć że Kasper jako chyba jedyny używał w swoim secie starych dobrych gramofonów – chwilami aż trzech. Szacunek.

A headlinerzy… cóż – przede wszystkim zaczęli grać bardzo późno. Time-table nie był zresztą podany wcześniej, w klubie też nie znalazłem żadnej rozpiski. Friction rozpoczął około 1:15. Jego wejście było dość spektakularne, tak jak wspomniałem kontrast do supportu był dość spory. 

Wrażenie spotęgowały efekty specjalne w postaci dymu oraz dość zaskakującego konfetti. To co zaprezentowali obaj przedstawiciele UK to drum and bass naprawdę godny drugiej dekady XXI wieku – bardzo mocno, tanecznie i dynamicznie. Friction rozpoczął od numeru LRAD „Knife Party” w remixie The Prototypes. W dalszej części setów można było usłyszeć wplecione między innymi numery Sub Focusa, High Contrasta, Noisii czy Wilkinsona. Repertuar tego ostatniego jak widać niezmiennie od kilku miesięcy rządzi na parkietach. Stylistyka zwłaszcza Frictiona dość mocno skojarzyła mi się z tym co kilka miesięcy zaprezentował Ed Rush – znany temat wprowadzony krótko i bardzo hmm… ulotnie, po czym od razu zostaje przemieszany na wszystkie sposoby, bas podbity, nogi same tańczą. I tak w kółko. Wielki podziw za łatwość i szybkość w operowaniu dj-skimi zabawkami dla obu panów. Całkowite wyluzowanie, ręce robiące swoje precyzyjnie i dynamicznie i wzrok pod tytułem „dajcie mi piątego pioneera”.

MC Linguistic to z kolei mistrz budowania relacji z publicznością. Zapowiedział że nawiąże kontakt wzrokowy z każdym obecnym w klubie i chyba udało mu się dotrzymać słowa. Stwarzał doskonałe dopełnienie do beatu. „DRUM AND BASS IS FINESSSST!” Yeah. Niestety wspomagał tylko Frictiona, a podczas występu Crissa mikrofon przejął MC Akira.

Jeśli chodzi o obecną w klubie publiczność – była ona po pierwsze wesoła, po drugie bardzo różna. Sporą grupę stanowili przedstawiciele tzw. starej łódzkiej szkoły, wielokrotnie zresztą pozdrawiani przez miejscowych MC. Średnia wieku była więc jak na tego typu wydarzenie zaskakująco wysoka. Nie brakowało też elementu sprawiającego wrażenie jakby trafił tam przypadkiem, pomimo jasnej informacji przy wejściu do klubu jakiego rodzaju wrażeń należy wewnątrz oczekiwać. Moje obawy potwierdził fakt, że spora grupa klientów opuściła lokal nie z własnej woli. W tym miejscu przemycam plusa dla sprawnej i grzecznej ochrony.

Ogólnie imprezę oceniam jako średnią ze wskazaniem na dobrą. Być może jestem zbyt kapryśny i za bardzo czepiam się szczegółów. Łódzka publiczność bawiła się doskonale, co było widać zarówno w klubie jak i w komentarzach na facebookowym profilu eventu. Będziemy obserwować i kibicować rozwojowi tego przedsięwzięcia w kolejnych latach.