Touch And Go
to właściwie nie do końca zespół, nie jest to także pojedynczy wykonawca. Touch And Go trudno nawet nazwać projektem stricte muzycznym dlatego, że jest to swego rodzaju szerokie przedsięwzięcie medialne, które ma jednocześnie być wydarzeniem artystycznym i odnieść sukces komercyjny. Zapraszamy do przeczytania wywiadu, który przeprowadziliśmy przed koncertem.

VL – Vanessa Lancaster

JL – James Lynch

Jak się czujecie przed Waszym koncertem tutaj? Jesteście zdenerwowani?

VL: Nie, właściwie to podekscytowani. Mieliśmy dobry wypoczynek, zjedliśmy dobry posiłek, wróciliśmy do hotelu, odpoczęliśmy i teraz jesteśmy tutaj i czekamy żeby zobaczyć tłum.

Świetnie. Myślę, że ludzie oszaleją na Waszym punkcie. I mogę powiedzieć, że wyglądacie niesamowicie, wyglądasz naprawdę pięknie!

VL: Dziękuję, to urocze, dziękuję bardzo.

Mieliście już okazję grać koncerty w Polsce. Jak je wspominacie?

JL: Zawsze jest bardzo miło… jest bardzo ciepło i gościnnie. Za każdym razem jak tu jesteśmy zawsze jesteśmy mile przyjmowani i zajmują się nami bardzo mili ludzie.

Miło słyszeć. Wolicie grać koncerty w klubach czy w plenerze?

JL: Nie wiemy. Graliśmy już koncerty w plenerze i również w klubach. Co do pierwszego – na świeżym powietrzu – jesteś daleko i nie możesz zobaczyć ludzi, ale jest coś ekscytującego w graniu dla tłumu na dużej przestrzeni. Natomiast w klubach ludzie są bardzo blisko – kilka metrów od Ciebie. Można ich zobaczyć, zajrzeć im w oczy, spotkać się twarzą w twarz.. Jakkolwiek…. i masz wgląd w to, co myślą, czy im się podoba, czy bawią się dobrze czy nie. To również bardzo miłe.

Wasza piosenka „Would You” stała się wielkim hitem. Czy spodziewaliście się takiego sukcesu?

VL: Nie. Generalnie, na początku, producent i wytwórnia nie wiedzieli, co z tym zrobić, uważali, że to zbyt ryzykowne. Nie wiedzieli czy w to wejść czy nie. Ale w końcu się udało i tak, jak na początku miał to być mały projekt, nabrał on swojego biegu i przekształcił się w duży projekt. Więc było to wspaniałe.

Czyli była to niespodzianka?

VL: Tak, wspaniała niespodzianka!

 Ludzie kochają „Would You”, oczekują tej piosenki na Waszych koncertach. Nie macie jej już dość?

VL: Nie, to jest piosenka, która nas tu przywiodła. Od niej wszystko się zaczęło. Ciągle mamy z tego zabawę. I oprócz niej gramy też inny materiał, czyli to, co nowe, stare i reprezentatywne.

Graliście już wiele koncertów w karierze. Przydarzyło Wam się coś śmiesznego?

JL: Mieliśmy grać koncert w klubie w Rosji. I to nie było miasto takie jak Moskwa, ale mała mieścina w głębi Rosji. Okazało się, że właścicielem klubu był 16-latek. Jego tata kupił mu ten klub w prezencie. Ten 16-letni chłopiec miał na szyi wielki „gangsta” medalion ze złota, Około 20 cm średnicy. Wyglądało to jakby ważyło z 50 kilo. 16 letni chłopiec! Szczęściarz, był właścicielem night clubu. Było to trochę dziwne.

Rzeczywiście.. Czy to prawda, że wytwórnia Touch and Go Records ma kryzys i nie współpracuje z innymi wykonawcami?

JL: Oh nie nie… Wytwórnia Touch and Go Records to zupełnie coś innego. Nasza wytwórnia to Oval. Bardzo mała. Tylko dwóch ludzi ją prowadzi. Współpracują z innymi artystami, ale to w bardzo małym zakresie. Jest to wytwórnia o małym zakresie, a Touch and Go Records to zupełnie inny projekt.

Czy planujecie jakieś nowy materiał?

VL: Tak, my zawsze pracujemy. Zawsze pracujemy nad nowym materiałem. Pytanie jak i kiedy? Za każdym razem prezentujemy coś nowego na koncertach, ale nie wiemy, kiedy się pojawi nowy singiel lub nowa płyta tutaj w Polsce.
A czego możemy się spodziewać?

JL: W nowym materiale?

Tak.

JL: mmm.. czegoś starego, czegoś nowego, czegoś nudnego i czegoś zakręconego (angielska rymowanka).

To brzmi wspaniale i bardzo interesująco! Dziękujemy bardzo za wywiad.