Dobry set jest jak dobre żarcie. Trzeba dotrzeć do źródła pochodzenia wszystkich składników, ocenić ich wysoką jakość, skonfrontować pochodzenie, a potem wystawić notę kucharzowi, który zmieszał coś włoskiego z greckim, coś kwaśnego ze słodkim. Taka trochę kuchnia fusion, lecz bez przesady, bo śledź mi z czekoladą nigdy nie pasuje, a Hawtina by za disco wygwizdali. Techno jest w tym przypadku czekoladą. Disco śledziem.

Postanowiłem chwycić jeden ze swoich ulubionych setów, rzucić go na deskę do krojenia i rozdrobnić na części pierwsze. Padło na seta z 2015 roku. Jednego z najlepszych jakie katuje od… 2015 roku. Czyli już (rocznikowo) cztery lata! To Midland zagrany dla Boiler Room na Dekmantel Festival.

Do analizy wybrałem tego seta gdyż… Po pierwsze Midland choć znany na Wyspach, w Europie kontynentalnej nie jest w ekstraklasie, a to BARDZO ŹLE. Zawsze się kręcił w kuchni, ale nigdy nie był otwarcie jej pierwszym szefem. Ostatnio został wyróżniony z Best Of British 2018, nagrał seta dla Mixmaga, więc wyróżni go także Kluboterapia. Wyraźnie Midland zaczyna być u nas bardziej zauważany…

Po drugie: choć nie byłem na festiwalu Dekmantel, to wszystkie podcasty z tego eventu jakich słuchałem, intrygują. Ostatnio proponowaliśmy Wam cztery godziny z Caribou (klikać TUTAJ). Wytwórnia Dekmantel jest nieszablonowa, wiadomo, ale ten festiwal wydaje się być jakiś inny… To nasz cel na najbliższe lata.

Wracamy do gotowania.

Spokojne rozpoczęcie Midlanda powoli buja w synthowym kosmosie. Optymistycznie i przyjemnie z numerem „Raiders Of The Lost Arp – Night Theme”. Piąta minuta. Niby przydługie przejście i… wchodzi Dude EnergyRenee Running.

Jeżeli chodzi o ten powiew basu to nie tyle co go słychać, co go nawet… widać. Petarda! Nie znam tego numeru, więc szybko szperam w internecie. Okazuje się, że w całej wersji jest… męczący? Co mnie zaskakuje! Wyciągnijmy więc pierwszy wniosek.

Czasami w dobrym secie wystarczą trzy minuty numeru. Crème de la crème.

Midland zapomina więc w ostatnim idealnym momencie o „Renee Running”, by zapodać kolejny numer, którego nie znam. To San2 – Distinguishing Bias. Track, który od tych czterech lat ma solo na Youtubie całe… 300 wyświetleń. Trochę to abstrakcja, bo w tym secie wjeżdża jak ostry nóż w masło.

Potem szczypta gościnności i ukłon w stronę organizatorów nagrywki. Numer z Boiler Room Debuts czyli „Stutter” od mr Beatnick. Na uspokojenie. Żeby logo na karcie się zgadzało. Niech się tłum trochę podgotuje zanim zacznie wrzeć. Przy „Afro Cuts” od Lodgera. A weź to zmiksuj! Trzeba być naprawdę w (na) gazie. Ta trąbka może nie wypaść Wam już dzisiaj  z głowy.

Potem numer, który wydaje się… najnudniejszym w całym secie. Kolejny nieznany track. Wishmountain „Salad Tosser”. Słyszeliście to? Wątpię, czy jesteście wśród 1358 słuchaczy na Youtubie. To w zasadzie jakiś sampel. Który się smaży na wolnym ogniu równolegle do tego Lodgera. A potem jest przystawką do dania głównego. Bo jak wjeżdża Tom Trago z Brutal Romance to drugi raz w tej kuchni CZUJESZ ten powiew pary jak po podniesieniu pokrywki z gara gorącego rosołu. Chyba najbardziej w historii kanału Boiler Room czuć tam taką ekscytację po tym dziwnym Wishmountainie, że koniec świata. Aj Ty Midlandzie!

Patrzcie na to… DROP IT! (podkręćcie głośność na maksa i na Boga nie słuchajcie tego na głośnikach od laptopa)

Co w kuchni dzieje się potem?

Była już trąbka, potem jest pianino w numerze „Deep Pit”, potem numer „Egyptian Cartoons”. Wchodzę na stronę, znajduję pierwszy z góry wpis: „midland brought me here” pisze Patch Martin. Czyż nie o to chodzi? Nie z numerów zaglądamy do seta, ale z seta do numerów. I ten „Egyptian Cartoons” też w pojedynkę nie urywa mi głowy. Nie kupię go na Beatporcie. Potem wjeżdża track z… 2009 roku. Audio Werner i „Easygoing”.

Na koniec jeszcze jeden ukłon dla Boiler Roomu, żeby ich kuchnia gotowała takie smaczki. Akurat track „Sancrified” to jeden z najlepszych closing tracków jakie słyszałem w takiej kategorii muzycznej. To naprawdę sztos!

Przepis na dobrego seta? Zagrać same bengery? Nie. Zagrać same nowości wydane w tym tygodniu? Nie. Zagrać wszystko w tym samym rytmie? No może, ale ciężko się wtedy otrzeć o geniusz. Zagrać same długie wersje? Nie. Ja się Wam przyznam, że na co dzień siedząc w kategoriach house czy techno nawet nie wiem jakim stylem muzycznym są tracki, które wrzucam powyżej. To sałatka grecka. W zasadzie kaszotto. Numerotto. Wszystko z innej bajki, zmiksowane perfekcyjnie. Wysyłające nas na nieznane lądy. Zabierające w podróż, w którą sami byśmy się nie wybrali. To jest misja prawdziwego DJa. Być djem. Prosta sprawa. Ale być dobrym djem to jest właśnie magia, która ciągle fascynuje.

Big Love.