„Moja była je dropsy na imprezach techno”…

…rapował Pezet w numerze „Retro” w… 2004 roku? To prawie 15 lat temu. Tak mi się przypomniało, bo kupiłem sobie reedycję „Muzyki Klasycznej” na winylu.

Odnośnie czasów retro to przypomniało mi się, jak puszczałem pierwsze techno w liceum. Ludzie pukali się w głowę. Dzisiaj… Cóż. Dzisiaj ci sami ludzie kupują bilety na Audioriver w pierwszej puli i mają na sobie koszulki „Pozdro techno”. Gdybym miał 60 lat, mógłbym powiedzieć: „a nie mówiłem?”.

Ale jestem dziwakiem i jak usłyszę jakiś mało znany, fajny numer w reklamie dżemu, to już nie jest fajny. Wolę truskawkowy. Wszyscy teraz znają Caribou i „I can’t do without you”, bo to „hymn” Openera. Jakby im Daphni zagrał na indyjskim festiwalu, to nawet hipsterzy by się pochowali. O ile ktoś by się skapnął, że to ten sam typ.

Miało być jednak retro. Retro więc wracam do tego liceum, kiedy prowadziłem skazaną na porażkę techno krucjatę. Ludzie pukali się w głowę. Dzisiaj wiem co mnie ukształtowało.

Freud twierdził, że osobowość człowieka kształtuje się za młodu. Tak o tym usłyszałem w… Mindhunterze (hahahaha), bo raczej nie znam tak dokładnie wszystkich przemyśleń Freuda. Wyjdę więc teraz na nie wiadomo jak oczytanego, gdy powiem, że Fread powiedział, że osobowość człowieka kształtuje się za młodu. I wtedy! I wtedy przypomniało mi się, że w drugiej klasie podstawówki miałem przecież bluzę z zielonym misiem. Nad misiem (nie wiadomo dlaczego?) był napis TECHNO. To mnie ukształtowało.

To że techno, to nie techno, to wiadomo, więc… skrót myślowy.

W kwestii retro to zmieniłem auto. Mam w nim odtwarzacz płyt CD. Rewolucja motoryzacyjna i społeczna. I do tego odtwarzacza okazało się, że pasują te wszystkie płyty, które porzuciłem gdzieś w domu na dnie szafy. Bo w laptopie nie mam kieszeni, a „wieżę” zamieniłem na gramofon. Nie słuchałem więc płyt CD od… 7 lat?

Znajduje te płyty CD. Wykopuje między innymi takie oldschoole jak album „We Are The Night” od Chemical Brothers . Wiecie jak ta płyta dzisiaj brzmi? Petarda. To za mało nawet powiedziane. Te numery Chemicalsów z 2004 roku to dzisiaj byłyby sztosy. Takie „Saturate” to istna miazga.

Szukam dalej. Znajduję śmieszny krążek z „sexy” laską na okładce „Ibiza World Tour vol. 7. Mixed by David Moreno”. House, który puszczony dzisiaj na jednym z basenów nie różni się wiele (bo trochę tak) od tego, co można by dzisiaj zagrać. Mijają lata, zmieniają się trendy, house zmieniać się nie musi. A tam też prawie sprzed 15 lat takie numery jak „The Sky Was Pink” od Nathana Fake’a czy Trentemoller „Physical Fraction”.

Odkurzam dalej. Clubland Collective. Vol 2. Bedrock i Renaissance on one cd. Mixed by John Digweed. Wrzucam do odtwarzacza. Nie chodzi o to, że mam jakieś wspominania z tymi płytami (poznałem żonę, byłem na wakacjach, studiowałem -nie), bo emocji nie ma żadnych. Jest odkrywanie jakbym pierwszy raz tego słuchał w BBC Radio One. Ostatnio zauważyłem, że  właśnie tam często wracają myślami o 10, 20 lat wstecz. Dzisiaj jest tyle nowej muzyki, że nie mamy na to czasu. Dlatego chociaż w samochodzie…

Teraz wnioski. Polecam sięgnąć do zakurzonych płyt i zakurzonych folderów. Po drugie: jestem dumny, że wracam do moich retro płyt i mogę je Wam wrzucić w tej notce. Bo gadanie o „retro” techno czy „retro” housie jest niebezpieczne jak nie wiem co. Jeszcze ktoś powie, że „wspomnienia to najważniejsze co nam pozostaje” i co wtedy zrobimy?! RUN FOREST!