Nie dlatego, że nie ma u nas fajnych imprez. Nie dlatego, że nam się nudzi. Nie dlatego, że nie mamy co robić. Tak po prostu… lubimy odkrywać nowe miejsca.

Dlatego też wybraliśmy sobie kolejny kierunek na naszej kluboterapijnej imprezowej mapie. Kierunek dobrze znany i lubiany. Kolejny raz padło na Wielka Brytanię, która wielkimi krokami zbliża się się do opuszczenia Unii Europejskiej. Nie wiemy co nas czeka, więc sprawdzamy co się da póki możemy.

Jeżeli chodzi o UK, to wielu z was ma na myśli Londyn, miasto w którym dzieje się tak dużo, że chyba nie chcielibyśmy tam mieszkać… To dylematy jak osiem scen na festiwalu. Po odwiedzinach w szkockim Glasgow (relacja tutaj), angielskim Birgmigham (relacja tutaj) wymyśliliśmy sobie Bristol. Dlaczego?

Tego do tej pory nie wiemy. Ze zdjęć wywnioskowaliśmy, że to bardzo ładne miasto i na pewno musi być jakaś dobra „dyskoteka”. Nie myliliśmy się! W tym naprawdę pięknym mieście (rewelacyjne kawiarnie, puby, restauracje, widoki) znajduje się miejsce gdzie można posłuchać dobrej muzyki, poznać fajnych ludzi i dobrze potańczyć w parze albo solo.

„Motion” – tak nazywa się klub, gdzie co tydzień można usłyszeć wielu znakomitych artystów. W ostatnich miesiącach zagrali m.in. Rodhad, Mano Le Tough, Bicep, Paul Kalkbrenner, The Black Madonna, John Digweed, The Chemical Brothers. Robi wrażenie. Miejsce jest bardzo dobrze znane wśród lokalnych imprezowiczów. Gdy taksówkarz słyszy, gdzie jadę odpowiada… „ahhh Montion…” Nie mam wątpliwości, że za chwilę będę w miejscu wartym odwiedzenia.

O muzyczna oprawę absolutnie się nie boję, ponieważ dzisiejszej nocy odbywają się szóste urodziny „Shapes”, podczas których zagrają m.in. George Fitzgerald, Mind Against czy Tale of Us. Jakieś pytania?

By wejść do klubu, trzeba naprawdę uzbroić się w cierpliwość. Kolejka do klubu bardzo długa, a ochrona naprawdę sprawdza wszystko dokładnie…. aż za bardzo.

Klub jest umiejscowiony 10 minut od centrum. Wyglądem nie różni się od miejsc takich jak CSG w Gdańsku czy tak zwanych Warehouse jakich na świecie jest pełno. Trzy sale, mnóstwo toalet i kilka barów. Całość znajduje się blisko rzeki, która nadaje fajnego klimatu. Można odnieść wrażenie, że uczestniczy się w mini festiwalu i to wszystko za 16 funtów.

Swoja przygodę zaczynam po północy od najmniejszej sali, gdzie zaczyna swój set George Fitzgerald. Atmosfera niesamowita. Tłum ludzi tańczących w małym pomieszczeniu, przypominającym mały klub, w którym zebrała się publiczność świadoma tego gdzie jest i dla kogo przyszła. Całość sprawia wrażenie dobrej domówki. Naprawdę niesamowite doświadczenie.

Main stage to już inna bajka. Inne oświetlenie, inne emocje. Tutaj jakby bez szału. Mind Against graja tzn. „mroczną elektronięe” . Pojawią się numery takie jak „Phantom Studies” – Ben Klock i Marcel Dettmann, ale na dłuższa metę set jest nudnawy i przewidywalny.

Tego samego nie można powiedzieć o Tale Of Us, którzy grają następni. Tutaj słychać doświadczenie jakiego im nie brakuje. Całość składa się na fajnie ułożoną muzyczną historię. Jest początek, rozwinięcie i zakończenie. Chłopaki budowali napięcie od samego początku. To jest było to co imprezowe wyjadacze lubią najbardziej.

Zastanawiacie się, gdzie się wybrać w najbliższym czasie? Z ręką na sercu polecam Motion w Bristolu. Za niewielkie pieniądze można dobrze spędzić czas i kolekcjonować dobre wspomnienia na długie lata. Patrząc na zestaw gwiazd mających wystąpić w najbliższym czasie, jest w czym wybierać.

Więcej o klubie: http://www.motionbristol.com/