„Jakiś czas temu TECHNO zgasło, znów nie mogę zasnąć. Potrzebny mi jest relaks jak Margaret Astor laskom teraz…”. Niech ten lekko zmodyfikowany początek 18-letniej już zwrotki Pezeta będzie metaforycznym nakreśleniem tego, co działo się w ostatnich miesiącach czy to w Polsce, czy na świecie – oczywiście w odniesieniu do muzyki granej na żywo.

+/- trzy i pół miesiąca temu ograniczono nam możliwość wspólnego czerpania radości z tego co tak naprawdę kochamy i tego daje nam energetycznego kopa do działania. Bez zbędnego politykowania i zagłębiania nad wątpliwą słusznością decyzji wszelakich możnowładców pozwolę sobie na kilka „Re-flesksji” w czasie, gdy wszystko (miejmy nadzieję) zmierza w stronę techno normalności.

Okres mojej imprezowej posuchy został przerwany w minioną sobotę podczas eventu OPEN E organizowanego przez kolektyw Electrologia oraz Browar Zamkowy Cieszyn. Na razie, utrzymujące się odgórne obostrzenia pozwalają organizować imprezy na otwartej przestrzeni, przy czym frekwencja nie może być większa niż 150 osób. Limit ten wydaje się być absurdalny patrząc na chamską masówkę podczas przedwyborczych wieców kandydatów na prezydenta, no ale cóż…

Fot. Hanys Mašlàr

Wróćmy jednak do samego wydarzenia – teren imprezy to istna petarda – przestrzenny, neogotycki dziedziniec browaru prezentował się niezwykle dostojnie. Idealny warun pogodowy, elegancko skrojone nagłośnienie, minimalistyczne oświetlenie, bar ze sporą ilością wyśmienitych kraftowych piw to elementy dopełniające clou wieczoru, czyli muzyki. Do tej pory Electrologia ma na swoim koncie całkiem sporą ilość bardzo solidnych bookingów, jednak tym razem na popandemiczne przetarcie szlaków lineup tworzyli jedynie członkowie kolektywu aka local heroes: Omson, KRTL, Zarwin, Bart BRK, Unmord. Bardzo upraszczając stylistykę mogliśmy usłyszeć przekrojowo muzykę house oraz techno.

Dozowanie ilości bpm’ów rosło w miarę upływających godzin. „W moim świecie” udało mi się odnaleźć o dość późnej porze. Niezwykłą mocą radości było po tak długim czasie usłyszeć np. „Nieograniczone uwodzenie” od Septa, perctraxowe bangery czy dziewięcio-dziewiątkową kwaśnicę.

Odnosząc się do wcześniej wspomnianych refleksji – dla niektórych mogą być to banały, oczywiste oczywistości, ale w mojej opinii to kwestie warte choćby chwilowego pochylenia się nad nimi. I tak – w trakcie trwania imprezy dało się wyczuć, że ludzie równie mocno tęsknili za muzyką, jak i za komunikacją interpersonalną! Wideokonferencje nie są stanie zastąpić rozmowy twarzą w twarz, o wspólnym piwkowaniu nie wspominając.

Spotkania po takim czasie, gaworzenie na tematy ważkie, zajawkowe wspominki czy po prostu śmiechowe pieprzenie o niczym bez totalnego ładu i składu. Z dnia na dzień zabrano nam to wszystko, powoli usychaliśmy w tej nicości. Na szczęście i nie zapeszając wszystko wraca na właściwe tory, ale czy my, czy cała scena i jej otoczka bylibyśmy w stanie przetrwać kolejny lockdown?

Oby los nie wystawił nas na kolejną próbę.