Powinienem się wysilić na jakiś brawurowy clickbait, żeby wycisnąć z tej notki jak najwięcej soku, ale w zasadzie tytułem zamykam dyskusję. Postanowiłem jednak napisać ten artykuł oparty o moje skromne doświadczenia, potwierdzone krótkotrwałymi, ale jednak badaniami empirycznymi, a decyzja o stworzeniu tej notki powstała z dwóch powodów. Pierwszy: znajomi pytali: „gdzie lepiej?”. Drugi: w polskojęzycznym internecie niewiele można znaleźć informacji o imprezowej stronie Mykonos, a to co jest, to po prostu tani przedruk jakiś anglojęzycznych blogerów i ich paskudnych sztampowych frazesów: „tam każdy znajdzie coś dla siebie”. Dramat.

Kwiecień to czas, kiedy wiele osób podejmuje decyzję gdzie spędzi wakacje, więc jeżeli stoicie przed dylematem Mykonos czy Ibiza, to mam dla Was garść osobistych przemyśleń o prawdziwej Ibizie i „greckiej Ibizie” jak nazywana jest malutka wyspa na Cykladach, gdzie jednak można dolecieć bezpośrednio samolotem z Polski.

Na pewno Hiszpania i Grecja to dwa różne światy, ale skoro w Polsce Kaszuby nazywane są „polską Szwajcarią”, to nie będę się zagłębiał mocniej w siłowe poszukiwanie skojarzeń. Na pewno i na Ibizie, i na Mykonos można stracić rozum, dziewictwo i wór hajsu, słuchając jednocześnie dobrej muzyki. Choć w nieco innych stylistykach.

Zajrzyjmy do Sant Antoni de Portmany na Ibizie. Jedna z większych miejscowości. Przy plaży mamy klub Eden (radosna odsłona house’u), przy deptaku Cafe Del Mar, Cafe Mambo, obok jest dworzec autobusowy, skąd kursują shuttle busy do Privilege, Pacha, Amnesia i tak dalej i tak dalej. Przez całą noc. Wychodzę z hotelu, wsiadam w autobus, dojeżdżam gdzie chcę. Przystanek pod drzwiami. W nocy też bez problemu. Do czego dążę? Już pewnie wiecie.

Jestem na Mykonos. Patrzę, że na jednej z plaż w beachbarze dzisiaj Âme. Gdzie to, gdzie to? Alemagou Beach Bar Restaurant. Google mówi, że $$$. Najlepiej z rezerwacjami. Na zdjęciach piękni i bogaci (autentyczna promo fotka poniżej), poza tym set w restauracji? Na Mykonos tak się bawią w przeważającej większości. Jak w tym programie „Żony z Miami”. Nie mam nawet jak do tego Alemagou Beach Bar Restaurant dojechać, bo to na środku niczego, na północy, na półpustyni, taksówek na Mykonos osiem, a najlepiej po prostu wynająć skuter albo quada, ale jak wtedy wypijesz drinka? Logistyka mnie zniechęca, odpuszczam sobie Âme. Idziemy się pokręcić (bo Mykonos Town jest czyste i piękne, no bądźmy szczerzy pod turystycznym względem).

(Źródło zdjęcia: https://alemagou.gr/dj-sets/)

Taka sytuacja nam się powtarza kolejnego dnia, kiedy znajduję informację o Rumors Night z Guyem Gerberem w Destino Pacha Mykonos. Myślę; o, nawet nie słyszałem, że jest na Mykonos oddział Pachy. Ale to nie jest klub tylko… hotel z basenem. Impreza jest więc nad basenem i można pomyśleć „wow”, ale czytam opinie o rezerwacjach, że trzeba tyle i tyle, patrzę jak dojechać czy tam „dojść” z Paralia Agios Stefanos, jak tam wrócić w nocy? Po górach i skałach? Nawet Google nie pokazuje trasy pieszej, więc znowu kładzik? Aaa nie chce mi się. 5-gwiazdkowy hotel wręcz odstrasza lansiarskimi zdjęciami. Za dużo ostatnio w techno jest tego lansu i bansu, za mało pasji.

(Źródło zdjęcia: https://destinopachamykonos.com/gallery)

Już tam biegnę, normalnie zadzieram kiecę i lecę.

W centrum miejscowości Mykonos mamy klub VOID, ale ten lokal to tajemnica i raczej nie zamierza publikować na swojej stronie żadnych szczegółów. Na Facebooku nic nie piszą, nie wiadomo ile kosztują bilety, ani nawet kto zagra. W poniedziałek napisali, że w środę zagra Dubfire, a w środę o 20:00 Dubfire na swoich mediach społecznościowych napisał: a sorry, jednak mnie nie będzie, zagra Marco Carola. Niektórzy lubią taki undergroundowy klimat, ale to nie jest undergroundowy klub, co wnioskuję po kolejce przepięknych ludzi stojących przed wejściem.

Nie chciało mi się w owej kolejce stać, bo pojechaliśmy z Fabrika bus station na plażę Paradise Beach, gdzie mamy beach bar o tej nazwie, który skupia się na graniu „All I neeeeed it’s your love, love tonight” co najmniej dwa razy w trakcie kwadransa, masz Scorpions, który też jest bardziej restauracją za miliony monet niż parkietem. Czytasz na stronie, że „stawiają na organiczną duszę człowieka i detale w zgodzie z naturą” i waszymi portfelami. To przede wszystkim. Obok masz jednak jeden  z klubów, którzy zasłużył na bycie w TOP 100 DJ MAG i tam też jest czyli Cavo Paradiso. Klub sztos. Byliśmy akurat na urodzinach Davida Moralesa, ale dzień wcześniej grał duet Artbat, dzień później też ktoś z topki. Klub pod prawie gołym niebem, świetnie zlokalizowany na skale, dwa bary, tarasy, przejrzysty, obszerny, za djem morze, które z każdą godziną świtu wyłania się bardziej zza pleców dja, a sama djka ulokowana na drodze zniżania się samolotów na lotnisko. O poranku jest to emocjonalny mindfuck.

Generalnie. Ibiza i Mykonos to imprezowe wyspy, to prawda. Wszędzie leci muzyka, jakiś house, pełno barów, miejsc gdzie posłuchasz też Rihanny w tłumie studentów i studentek (np. w przereklamowanym, wypchanym do granic przyzwoitości Skandinavian Bar Mykonos), ale Ibiza jest dostępniejsza. Bardziej nastawiona na muzykę, dostępność, jest po prostu przyjaźniejsza, bardziej zorganizowana, imprezy mają reklamę, można kupić bilety w jednym miejscu, łatwy transport, rytuały… lepszy klimat.

Mykonos to wyspa, która ma imponujące line-upy w sezonie, ale musisz poszperać, żeby do nich dotrzeć, a jeszcze więcej energii musisz poświęcić na całą logistykę. I jest dużo większa możliwość, że nie będziesz czuł się tam „swojo”, bo po prostu niektóre rzeczy kłócą mi się już na dzień dobry z techno i ideą techno. Artyści nie pasują do tych miejsc, lans pogania lans, a 3 litrowe Don Perignon zamawia się dla samego faktu zamawiania.

Na Ibizie są takie miejsca, są loże vipów i piękne bary, ale… na Mykonos innych miejsc prawie nie ma i to jest ta różnica. Byliśmy na jednej z plaż Mykonos, gdzie owszem leciała głośno bardzo przyjemna muzyka (takie wiecie: Black Coffee wymieszane z Bedouinami), ale 90% plaży to płatne leżaki restauracji za miliony monet. Na Ibizie jest większy luz pod tym względem i pod milionem innych względów. Ibiza jest klimatyczniejsza dla fanów muzyki, którzy beat stawiają ponad zdjęcia na Insta. Byłem tu i tu, na Ibizę wrócę, na Mykonos nie. Raz starczy.

Na Mykonos znalazłem taką koszulkę. No nie wiem, to chyba z zazdrości.