Instytut. Dla Warszawiaków to miejsce ma podobno szczególne znaczenie, bo wiele osób – z tego co dowiedzieliśmy się podczas tego weekendu – traktuje to jako sentymentalną wycieczkę do przeszłości. Tego obawialiśmy się najbardziej. Że to będzie sentymentalna wycieczka do przeszłości dla kilkuset, może tysiąca osób, a my jako niewarszawiaki i tym bardziej osoby uciekające od przeszłości i szukające przyszłości, nie odnajdziemy się w Instytucie.
Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale w tym konkretnym przypadku ciekawość była pierwszym stopniem do odwiedzenia Warszawy. Pod względem klubowym trochę ją już znamy, ale Instytut potraktowaliśmy raczej pod względem eventu halowego. Na takim, nie byliśmy już w Polsce od lat, takie eventy wyginęły jak Chio chipsy. Były na każdym rogu, a teraz ich nie ma. Baw się razem z Chio! Pamiętacie? My też nie. Koniec off topicu.
Len Faki też przyciągał nas do Warszawy. W końcu z Berlina do Warszawy nie jest daleko, ale tuzy świata z Kreuzberga częściej grają chyba w Tokio niż nad Wisłą….czytaj dalej.
