Pierwsza rzecz. Wiedziałem, że ją napiszę, zanim jeszcze dotarłem na tę imprezę. Event nie był moim zdaniem wystarczająco nagłośniony. Piszę to z perspektywy świadomego i ogarniętego Warszawiaka. W zasadzie impreza w ogóle nie była nagłośniona. Dowiedziałem się o niej dwa dni przed faktem, co jest bardzo, bardzo dziwne zważywszy na fakt, że zwykle w przypadku tego typu wydarzeń co najmniej średniej wielkości i rangi, Facebook wręcz katuje mnie ciągłymi przypomnieniami i informacjami o evencie.

Może coś nie zadziałało? Popytałem znajomych – również nic nie słyszeli. Na szczęście jeszcze przed imprezą stwierdzili, że chętnie przyjdą i będą się bawić. Trochę więc przez przypadek ściągnęliśmy do klubu kilka osób.Impreza odbyła się 8 kwietnia w klubie Progresja Music Zone na warszawskiej Woli. Wystąpiło aż 5 zagraniczniaków, zwanych też w fachowym języku headlinerami. To: Optiv & Btk, Emperor, Prolix i A.M.C. Tak jak sądziłem – jak na taką obsadę – przyszło bardzo mało ludzi. Starałem się szacować ilość tańczących osób i liczby wahały się w zależności od pory w przedziałach sto kilkadziesiąt – dwieście kilkadziesiąt. Szkoda. Szkoda, że nie pokazaliśmy artystom, że są godni uwagi, ale dobrze, bo ci co byli, cieszyli się dużą ilością miejsca do tańczenia.

Moim zdaniem lepiej tak, niż na LiR jesienią 2014 w Krakowie, kiedy przyszło tyle ludzi, że dosłownie nie można było się ruszać. Jeśli chodzi o jakość klubowiczów, to jak to zazwyczaj na imprezach drum’n’bass, była ona pierwszorzędna. Był klimat.

Klub „Progresja” twierdzi, że dysponuje najwyższej jakości nagłośnieniem i oświetleniem. Klub tak myśli i myślę że można przyznać mu rację. Nagłośnienie było dobre, ale nie jakoś szczególnie głośne. Na kliku ostatnich eventach, w których miałem okazję uczestniczyć, było jednak głośniej jak na moje ucho. Oświetlenie też zastosowano raczej oszczędne (co oczywiście działało na plus). Jakieś jednokolorowe oświetlenie z tyłu, jakieś 4 lapmy na konstrukcji sceny… I to w zupełności wystarczyło.

Grajkowie zarówno zagraniczni jak i ich polski support zagrali świetnie. Jak na reprezentowane przez nich ciężkie gatunki drum’n’bass, zdumiewająco wiele kawałków wpadało w moje nieprzystosowane do takich klimatów ucho. Prolix jak na mój gust zagrał (tak mi się wydaje) zupełnie inaczej niż ostatnio kiedy słuchałem go na letnim Let It Roll w Benesovie. Przy wszystkich setach skakało się bardzo dobrze, zwłaszcza mając dla siebie dużo miejsca.

Mała ilość klubowiczów miała jescze jeden atut. Całkowity brak kolejek do baru. Można też było posiedzieć w osobnym pomieszczeniu w barze na dole. Ogólnie cały zarówno klub, jak i organizacja, przystosowane były na przyjęcie znacznie większej ilości gości. Szkoda. I z drugiej strony dobrze, że było miejsce dla mnie i moich znajomych.

Za organizację całego tego przedsięwzięcia, jak również za końcowego seta, wszelka wdzięczność należy się ekipie OneWay. Co do tego nagłośnienia imprezy w mediach społecznościowych… Tak jak długo nie było naszej relacji na stronie, tak nadal nie ma zdjęć ani setów z imprezy. Szkoda. I tutaj już nie można doszukiwać się pozytywów, mimo szczerych chęci.

Marcin Sobczak

Pierwsza rzecz. Wiedziałem, że ją napiszę, zanim jeszcze dotarłem na tę imprezę. Event nie był moim zdaniem wystarczająco nagłośniony. Piszę to z perspektywy świadomego i ogarniętego Warszawiaka. W zasadzie impreza w ogóle nie była nagłośniona. Dowiedziałem się o niej dwa dni przed faktem, co jest bardzo, bardzo dziwne zważywszy na fakt, że zwykle w przypadku tego typu wydarzeń co najmniej średniej wielkości i rangi, Facebook wręcz katuje mnie ciągłymi przypomnieniami i informacjami o evencie.