Chętnie używamy słowa „rave”. Brzmi fajnie. Tak samo jak słowo „techno”. Poniekąd każda dobra impreza to rave, ale mi tam zawsze kojarzy rave z nielegalnym party w stumilowym lesie, w  piwnicy bez dna albo w londyńskim skłocie 13 kwietnia 1986 roku.

„Paaanie, kiedyś to było” – słyszę dookoła często i gęsto. Dzisiaj imprezy promowane są na Facebooku, więc o  evencie wie nie tylko podkarpacie, Polska, Europa, ale i Innuitka z Grenlandii jeżeli pogubi się w internetowej wyszukiwarce. Często wiem o jakiejś imprezie, choć nie chciałem wiedzieć. Czy w ogóle można zorganizować imprezę o której nie wie nikt, a wszyscy wiedzą?

MOŻNA. Za nami właśnie impreza o której nie wiedział nikt, a dzisiaj wszyscy wiedzą.

Dzięki Warszawa. Jak donosi nieczęsto cytowany przez nas portal TVN24 – impreza widmo obudziła w weekend Gocław, Saską Kępę i Grochów. O trzeciej w nocy. Dudnienie jakby co najmniej w kazamatach bloków odbywał się Time Warp.

– Huki, werble – mówi w telewizji oburzona pani Helena. Brzmi niczym legendarna kobieta, co nie mogła ani spać, ani się położyć.

Straż miejska i policja interweniowała, ale nie wie skąd te dźwięki. Nie wiadomo i koniec. Winnych nie ma, źródło nieodkryte. To tak jakby szukali głównej sceny Audioriver w Płocku i znaleźć nie mogli. TRZY DZIELNICE. Zabawa w berka niczym piętnaście lat temu z ambitnymi pirackimi radiami. Radio BOMBA z Katowic nawet ja pamiętam. Kiedyś to było.

– Dźwięk jakby z góry – mówią strażnicy w TVNie. Inwazja z kosmosu? Kubuś wrócił z Argentyny i kogoś poniosło? Spejson odpalił? W końcu Grochów.

By The Way. Niezły soundsystem. Wiara w rave przywrócona.

Materiał bez śmichów chichów znajdziecie TUTAJ. 

Polecamy też inny, świeży wpis z naszego bloga: