Ani to news, ani nowina, jedynie dość krótkie przemyślenie, którym chcę się podzielić. Nie jestem wielkim serialowym fanem, ale lubię być na bieżąco z tym „o czym się mówi”, może to z dziennikarskiego, a może popkulturowego punktu widzenia. Ciężko potem stwierdzić co jest kontrkulturowe, gdy nie zna się popkultury.

W każdym razie owszem obejrzałem nowy sezon „Stranger Things” na Netflixie i dotarła do mnie sława jaką po latach cieszy się piosenka Kate Bush. Na Youtube wystarczy wpisać „Kate” i już polecają nam „Running Up That Hill”, które leci sobie w tle (bez spoilerów) w dość emocjonalnym momencie któregoś tam odcinka.

To jest piosenka z 1985 roku, ma więc prawie 40 lat. Kate Bush opublikowała nawet post, w którym dziękuje serialowi za przywrócenie jej na listy przebojów. Trzeba przyznać, że to wręcz fenomen.

Co to ma do Kluboterapi? Ano to, że nakładem Afterlife, pół roku przed premierą serialu pojawia się numer „Running” wydany przez konsorcjum takich nazwisk jak Anyma i Meg Myers. Oczywiście z piosenką Kate Bush. Toż to będzie w tym roku na festiwalach robić furorę i dobrze o tym wiecie. Przypadek? No właśnie ciężko mi w to uwierzyć. Afterlife nie jest już raczej kontrkulturą i z radością zmierza ku tej pop, no i spoko, no i dobrze, nie bądźmy tacy egalitarni jak przed bramką „modnych” klubów.

A może to przypadek. Tak czy siak, no jak w masło. Będzie katowane przez całą Afterlife’ową topkę przez cały sezon (zresztą było już wiosną, ale wiecie… sezon festiwalowy rządzi się swoimi prawami).