Na początku wiadomości:

Dokładnie dwadzieścia lat mija od premiery jednego z najpopularniejszych filmów o tematyce klubowej. W 1999 roku Human Traffic był kinowym hitem na całym świecie.

W najnowszym wywiadzie udzielonym brytyjskiemu Mixmagowi, reżyser obrazu zapowiedział Human Traffic 2. Film będzie reakcją na… Brexit. W drugiej części pojawią się ci sami bohaterowie, którzy będą się „jednoczyć” na imprezie w m.in. w Londynie oraz Ibizie. Więcej szczegółów mamy poznać jeszcze w tym roku.

Przypomnijmy, że kapitalny, debiutancki, pełnometrażowy debiut Justina Kerrigana, opowiada o czterdziestu ośmiu godzinach imprezowego weekendu w walijskim Cardiff. Każdy z piątki głównych bohaterów obrazu ma swoje własne problemy, rozterki, pracuje w pocie czoła, gubiąc się w nowoczesnym świecie kapitalizmu. Aż do weekendu. W weekend bowiem nasi bohaterowie zmieniają się w „party animals”.

Weekend jest czasem relaksu, ucieczki od szarej rzeczywistości. Jip, Lulu, Koop, Nina, Moff za pomocą używek co sobota przenoszą się w kolorowy świat tanecznych imprez, gdzie każdy jest sobie równy, a wszędzie dookoła panuje miłość i pokój. Jednak „Human Traffic” to nie tylko opowieść o clubbingu. To również psychologiczna, wnikliwa analiza psychiki współczesnych nastolatków.

Teraz blog:

Co Wam przypomina ta wiadomość? Jasna sprawa! Oczywiście, że Trainspotting. Tam też po latach zdecydowano się na drugą część historii z tymi samymi bohaterami, tylko w nowej XXI wiecznej rzeczywistości. Jak to wyszło? Byli hejterzy, wiadomo, ale mi osobiście tamten film bardzo przypadł do gustu. Po prostu super się go oglądało, super się wspominało „stare czasy”, można było fajnie spędzić czas w kinie. Pisałem zresztą o tym tutaj:

Osobiście czekam więc na Human Traffic 2 z niecierpliwością. Z podobnych względów co Trainspotting. Obawiam się jedynie tego brexitowego tematu przewodniego. Dzisiaj to temat numer jeden na Wyspach i okazjonalny temat numer jeden w Europie (o ile się nic nie pali i nikt nie strajkuje). Pytanie jednak, czy film nie straci na ponadczasowości tak jak pierwsza część za cztery, pięć lat, gdy jakiś tam Brexit (niezależnie czy do niego dojdzie, czy nie) będzie czymś tak odległym i politycznym jak jakieś tam wybory sprzed lat.