Trzeba przyznać, że nie do końca wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać po tym wydarzeniu. Zainteresowały nas: lokalizacja, line up oraz miasto w którym na początku sierpnia odbyła się kolejna edycja Platform 18.

Kilka razy mieliśmy okazję pojawić się w Glasgow i za każdym razem wracaliśmy do domu spełnieni. Nasze wrażenia możecie przeczytać wchodząc m.in. TUTAJ. Tym razem oczekiwaliśmy jeszcze więcej. Nie ma zresztą się co dziwić patrząc na artystów, których zaprosili organizatorzy wydarzenia.

Podczas dziesięciogodzinnego maratonu zagrali: AlexKid, Ivan Kutz, Sebastian Mullaert (live), Ben Klock oraz Kobosil. Niewątpliwie oprócz dobrze wyselekcjonowanych nazwisk wrażenie zrobiło miejsce imprezy.

Platform 18 odbyło się na ulicy West Street pod mostem, obok stacji metra, gdzie w tygodniu odbywa się normalny miejski ruch. Na potrzeby imprezy droga została zamknięta. Nie tylko my byliśmy zaskoczeni, ale także wysiadający z metra, którzy zaglądali przez ogrodzenie i chyba nie do końca zdawali sobie sprawę w jak dobrym wydarzeniu Kluboterapia bierze udział 😉 Surowe otoczenie idealnie pasowało do granej muzyki.

Fajnym i wartym odnotowania faktem, było to, że wszystko mieliśmy w zasięgu ręki. Chciałeś iść do toalety, baru czy posiedzieć, to mogłeś to zrobić nie tracąc ani minuty dźwięków grających ze sceny. Wszystko za sprawą dobrze rozstawionego nagłośnienia, które było rewelacyjne. Takiego dźwięku nie słyszałem bardzo dawno.

Na dobry początek dnia swój set zaprezentował duet AlexKid i Ivan Kutz, którzy są doskonale znani na lokalnej scenie. Rezydenci grywają podczas wielu ważnych wydarzeń. Tego dnia zagrali jako pierwsi i muszę przyznać, że bardzo dobrze im to wyszło. Trzygodzinny set był idealnym wstępem do tego co było później.
Zaskoczeniem było dla mnie było zaproszenie Sebastiana Mullaerta, który nie jest znaną postacią w Szkocji. Tutaj należą się ogromne brawa dla organizatorów za odwagę i podjęcie ryzyka. Było warto. I nie jest to tylko moje zdanie, ale także wielu osób, które co chwilę powtarzały jaki live Sebastiana jest dobry. I faktycznie był. Połowa Minilogue idealnie sprawdziła się w plenerze. Co wydawało mi się niełatwym zadaniem przy dziennym świetle i tego typu evencie. Jego występ był znakomitą podróżą z dobrze dobranymi utworami.

Wybiła prawie godzina 17:00 i zostało jeszcze dwóch artystów. O tym, który był lepszy, zdania są podzielone. Jednak nie mogę napisać ani jednego złego słowa o rezydentach berlińskiego Berghain. No nie da! Od samego początku grający osobno Ben Klock i Kobosil wprowadzili zgromadzoną publiczność w stan euforii jakiej dawno moje oczy nie widziały. Przez pięć godzin nie dawali odpocząć.

Były to dobrze przemyślane sety, które idealnie zgrały się z całą oprawą. Nie tylko publika dała odczuć swoje zadowolenie, ale również artyści, którzy nie kryli zachwytu nad tym co się wydarzyło tego dnia.

Po dziesięciu godzinach dobiliśmy do 22:00. Nastąpił koniec jednego z najlepszych wydarzeń na jakich byłem w tym roku. Kolejny raz przekonałem się, że nie ilość gwiazd a jakość ma wpływ na udaną imprezę. Tutaj dostałem wszystkiego czego chciałem. Dzienny event, wszystko na miejscu, muzyka, klimat, euforia, wszystko w samo sedno. Na festiwalu, który nie zapowiadał się jako wydarzenie sezonu. Może dlatego ta sobota była tak wyjątkowa?

Mogły być wizualizacje, lasery, balony, oślepiające oświetlenie, tylko po co? Skoro tutaj miejsce i muzyka broniły się same bez dziwnej oprawy, która często przeszkadza. Mało jest tego typu miejsc, gdzie liczy się tylko muzyka i nic więcej.

Warto też wspomnieć o After Party, które odbyło na łodzi oddalonej dziesięć minut pieszo od wydarzenia. Wzięło w nim prawie 300 osób. Co tam się działo? Tego nie da się opisać, to trzeba było przeżyć. Dlatego też obserwujcie uważnie Platform 18 i nie zastanawiajcie się czy pojawić tam się za rok. Zresztą będziemy o tym Wam przypominać.

(zdjęcia: Kierian Patton)